16 grudnia, po 8 miesiącach walki z białaczką, odeszła do Pana nasza Siostra z Hiszpanii, Mariola Vera rscj. Żegnamy ją z wielkim bólem, ale przede wszystkim wdzięcznością za jej życie, które było pełne energii i uśmiechu. 

Kilka dni przed śmiercią Mariola napisała list do swojej Prowincji, dzieląc się tym, w jaki sposób Pan Bóg prowadził ją przed trudny czas choroby. Oto jego fragmenty:

Życie tak blisko misterium choroby, przekształciło się w doświadczenie mistyczne. Jest pewne zdanie, które było kluczem do tego czasu: „Nadal mamy drogę do przebycia, długą lub krótką, chciałybyśmy, by była zgodna z pragnieniami Boga, w którym pokładamy ufność”. Na tej drodze, pośród oczywistych niepokojów i lęków, czuję, że ktoś mi towarzyszy, podtrzymuje mnie, odwiedza… i proszę o łaskę by żyć wdzięcznością. Czuję się silnie zaproszona do ufności, że na tej drodze idę z Tobą za rękę, by szukać Twojej miłości. A z głębi Twoje Słowo Życia: „Przyszedłem byś miała życie i miała je w obfitości”
...

Pamiętam z niezwykłą czułością rozmowę z uczniami na praktykach... dzieląc się z nimi naszą duchowością i moim powołaniem. I ich pytanie, które głęboko mnie poruszyło: „Jesteś szczęśliwa?”, więc mimo wszystko, rzeczywiście jestem… w tym „mimo wszystko” niosę wszystkie momenty oddalenia od źródła Twojej miłości… zamykania się w sobie… pozwolenia, by zagubiło się życie w obfitości, którym nieustannie mnie obdarzasz… by się marnowało… jak mówi jedna z pieśni Teresy Parodi, która też mi towarzyszyła: „Jestem szczęśliwa, mimo niepewności… jestem szczęśliwa ponieważ mam Ciebie… jestem szczęśliwa ponieważ żyję i u Twego boku jestem odporna. Jestem szczęśliwa, idę z Tobą za rękę…”
...

Dotykając swojej kruchości: pewnego dnia wolontariuszka Caritasu powiedziała mi: “Bóg Cię stworzył, Bóg Cię kocha, Bóg się o Ciebie troszczy”. Jeśli jest jakaś pewność, która była szczególnie obecna w tym czasie, to ta, że w mojej słabości, Bóg czyni mnie silną, tylko w swojej Miłości czyni mnie silną, tylko w swoim Życiu czyni mnie silną. W mojej słabości tworzy we mnie siłę. Czuję się tajemniczo podtrzymywana przez siłę Boga. Objęta Jego miłością bezwarunkową, otoczona modlitwą, bliskością i czułością tak wielu osób. Bez Niego, bez Jego siły, nie jestem zdolna tego znieść. Modlitwa św. Teresy od Jezusa też mi towarzyszy: „Niech nic cię nie niepokoi, niech nic cię nie przeraża, wszystko mija, Bóg się nie zmienia, cierpliwość osiąga wszystko. Temu, kto ma Boga, nie brakuje niczego, Bóg sam wystarczy.”

Strach też był obecny: lęk przed śmiercią, lęk przed nasileniem choroby w przyszłości, lęk, że sytuacja się pogorszy, i w tych momentach, w specjalny sposób, potrzebowałam by moja niemoc, moja niecierpliwość, moje zmęczenie odpoczęły w Tobie. Czułam się nieustannie zaproszona, by wybierać życie w tym co małe, jak i w tym co wielkie. Żyłam marzeniem by zamknąć etap, wyzdrowieć całkowicie… ale wszystko ma swój moment, swoje tempo… i Twoje wezwanie z głębokości, by pielęgnować cierpliwość.
...

Byłoby dużo więcej do przyjęcia z tego głębokiego doświadczenia... Droga idzie dalej i idę z Tobą za rękę, Panie, pewna, że Ty się mną opiekujesz i mnie kochasz. Chcę teraz skończyć zdaniem, które mi towarzyszyło w moich prośbach: „Nadal mam drogę do przebycia, długą lub krótką, chciałabym, by była zgodna z Twoimi pragnieniami, o mój Panie, w którym pokładam ufność”

 

tłum. z hiszpańskiego - s. Ewa Bartosiewicz rscj
http://www.rscj.es/es-es/contacto-5/k2/item/815-tu-amor-y-tu-gracia-me-bastan-para-todo