Kilka lat temu mówiło się dużo o tym, kogo wychowywać... organizowano miejsca naszego oddziaływania, dokonały się liczne i odważne przemiany. Był to etap Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa i Kościoła, który warto było przeżyć. Należy wciąż jeszcze uważnie spoglądać na ten proces, który dokonał zmiany w naszych sposobach działania i przemienił nasze serca.

 Dzisiaj naglące staje się wyznaczenie sobie nowych wyzwań a nawet zmiana naszego systemu wychowania w każdym jego aspekcie. Chciałabym wypunktować to, co wypływa z mojej lektury  czasopisma Sal Terrae „Kościół, który wychowuje do sprawiedliwości”.

 Chcemy OPOWIEDZIEĆ SIĘ ZA SYSTEMEM EDUKACYJNYM:

* zdolnym rozwijać wartości właściwe społeczeństwu demokratycznemu jakimi są: uczestnictwo, solidarność, tolerancja, szacunek

* zdolnym umieścić osobę w obecnej rzeczywistości świata

* zdolnym formować wychowawców, którzy pomogą uczniom w ich poszukiwaniach, będąc ich towarzyszami w wymienionych procesach

* zdolnym stworzyć przestrzenie, które będą wspierać rozwój kreatywności, rzetelnej pracy i współistnienia

* który nie wykluczałby nikogo z procesów wychowawczych, ani przez brak środków, ani przez brak zdolności

* który wiedzę poddawałby rewizji i który manifestuje, że ważniejsze jest „nauczyć uczyć się” niż samo posiadanie umiejętności, którego oczywiście nie można zaniedbać

* który analizowałby sytuację dzieci i młodzieży w naszym społeczeństwie, i pytałby dlaczego nie mają wystarczającej motywacji, dlaczego istnieje przemoc, dlaczego tak nieliczni są ci, którzy im towarzyszą, dlaczego tak rozwiniete sa postawy konsumpcyjne… i tak nieliczni, którzy z wysiłkiem przkładają się do pracy

* który stworzyłby projekt nadający znaczenie mężczyźnie i kobiecie w dzisiejszym świecie, dając nową orientację pracy i jej braku, budując społeczeństwo, w którym zaistnieje większa równość i sprawiedliwość.

Konieczne jest kontynuowanie pobudzania konkretnych działań  tam, gdzie jesteśmy…

„Wychowanie zawiera w sobie skarb… który próbuje nadać patenty żeglarskie dla świata narażonego na ciągły niepokój…” Biuletyn Delors

 „Mądrość wychowawcy powinna być podobna do tej, jaką posiada żeglarz, to mądrość złożona z wiedzy i uczuć, rozsądku i afektów, inteligencji i emocji. Kartografia wychowania nie eliminuje niepewności. Jako żeglarze-wychowawcy nie posiadamy oklepanej drogi czy wytyczonych szlaków… ale nasze „umieć zrobić”, jeśli ufamy misji, którą posiadamy, zawiedzie nas do dobrego portu”. X. García Roca

 W roku 2012, wszystko to powinno odnowić się wobec nowych rozdroży i różnego typu huraganów. Dziś bowiem niezbędna jest mądrość żeglarza.

Tere Iribarren rscj

tłumaczyła s. Anna Musiał rscj

tekst oryginalny

 

ADWENT 2011: “CZTERY BRAMY KU ŻYCIU”

 Adwent jest czasem pragnień i przemian. Jesteśmy zaproszeni do przebudzenia się i czuwania, aby odkrywać znaki Jego Obecności. Każdy tydzień Adwentu, każda świeca, którą zapalamy jako symbol oczekiwania, jest bramą, którą trzeba przekroczyć… Bramy, które prowadzą nas do miejsca wewnątrz, gdzie Bóg przygotowuje się i chce wciąż rodzić się w nas…

I. – Z cieni do światła:

Adwent jest procesem przemieniającym wnętrze historii i naszego życia. Transformacja nie jest tym samym co zmiana, chcemy zmienić się kiedy nie możemy zaakceptować siebie takimi jakimi jesteśmy. Strategie przemian mają czasami elementy agresywne. Transformacja, natomiast, jest łagodniejsza, tylko to, co zostało zaakceptowane, może być przemienione. Potrzebujemy obserwować i przyjąć to, co jest w nas, aby przedstawić wobec Boga, bez osądzania. Transformacja zawsze wymaga spotkania, następuje wtedy, gdy przychodzimy na spotkanie z Bogiem z całym naszym wnętrzem, takim jakie jest w danym momencie naszego życia. Bez zostawiania czegokolwiek niejako na zewnątrz tego spotkania.

Wielkim prorokiem tych przemian, które dokonują się wewnątrz, jest Izajasz i uprzywilejowanym miejscem na spotkanie jest pustynia. Na pustynię nie możemy zabrać nic, tam wszystko się otrzymuje. Potrzebujemy odnowić tę zdolność przyjmowania. Pustynia czyni nas prostymi, przygotowuje nas na przyjęcie czegoś nowego, tam możemy tylko poddać się i ufać. Na pustynię nie idziemy z naszej własnej inicjatywy, jesteśmy prowadzeni. Jest Inny, który nas prowadzi abyśmy mogli dotknąć naszego serca, aby dotknąć go głębiej niż do tej pory.

Wszystkie epoki w historii miały swoje sytuacje cienia: epizody kradzieży i agresji, które ujawniają się w różny sposób. Również nasze życie nosi w sobie takie zacienione obszary, które stanowią naszą ludzką kondycję.

Czasami boimy się spojrzeć wewnątrz siebie, boimy się dojśći do odkrycia, że nie jesteśmy zrobieni z dobrego materiału. Wielkim darem Boga jest odkryć, że również to co jest w ciemności w nas jest dobre. „Mogę odkryć siebie bez wystraszenia się”. Doświadczenie bycia przyjętymi z tym wszystkim, co jest ciemne w nas, wyzwala z presji i przymusu, aby to ukryć. Droga w stronę światła polega na pogodzeniu się z własnymi cieniami, zawarciu przyjaźni z samymi sobą.

 Modlić się z Iz 2,1-5:   „…Chodźmy w światłości Pana”

 Modlić się z Iz 11,1-10: „…Wilk zamieszka wraz z barankiem.....Nikt nie będzie wyrządzał sobie krzywdy”

Zdam sobie sprawę, że tylko połowicznie mówimy sobie to, co jest wewnątrz nas.

 W których miejscach mnie samej potrzebuję „otrzymać światło”? Wymienię je i przyjmę miłującą Obecność Boga.

„Potrzebuję przyjąć i kochać siebie samą pokornie, ale całkowicie, bez ograniczeń: cienie i światła, słodycz i złość, śmiech i łzy, upokorzenia i pychę…. (J. Leclerq)

 W jakich relacjach potrzebuję „zapalić światło”? (Osoby z mojego Zgromadzenia, rodziny, osoby, które trudno mi zaakceptować, którym trudno mi spojrzeć w twarz…) Jak mogłabym polepszyć relację? Stanę obok nich, aby razem otrzymać to światło, które daje pojednanie.

 Które miejsca naszego świata potrzebują więcej ciepła i życzliwości, więcej ludzkiej czułości? Do jakiego kroku w tej kwestii zachęca mnie Bóg w tym Adwencie?

 II.- Od ciasnoty do spojrzenia szerokiego

 „Zadaniem tego wieku jest nauczyć ludzi jak żyć razem.” (A. Malouf)

Aby zrozumieć innych i wędrować razem potrzebujemy wejść w ich rzeczywistość i zostawić to, co moje, aby doświadczyć to czym oni żyją. Jan Chrzciciel nauczy się „rozległości” serca Jezusa… Potrzebujemy szerokiej przestrzeni, aby tworzyć, aby ofiarować jedni drugim obszar zaufania, aby "tkać nowe myśli".

  Kontempluj figurę Jana i kontrast między dwoma tekstami: Łk 3, 7-9: “plemię żmijowe...” i Iz 42, 1-3: „nie zagasi knotka nadłamanego”

  “Ważne jest, aby on wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30). Jaką naukę otrzymał Jan? Jaki był ton jego komunikatu i czego uczy go Jezus o bliskości, o trosce i cierpliwości?

  Co powinnam – według tego co czuję - zostawić, aby być wytrąconą z mojej ciasnoty?

 Jakie sytuacje i kto sprawia, że moje serce jest ciasne? Podziękuj im.

  Iz 35, 1-10: Zanurz twoje życie i życie osób, które masz w sercu, w adwentowym błaganiu: „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Bo trysną zdroje wód na pustyni i strumienie na stepie; spieczona ziemia zmieni się w pojezierze, spragniony kraj w krynice wód”

III.- Od lęku do pogodnej radości

Maryja jest główną bohaterką Adwentu, jej „TAK” jest okazałą bramą, która pozwala naszemu człowieczeństwu dotrzeć do Boga. Adwent jest dla Maryi czasem wyboru. Miłość to wybór bezwarunkowego i świadomego bycia tu i teraz. Mamy dotrzeć do tego, co znaczy kochać w naszym życiu.

Adwent jest czasem przemiany, a każda przemiana jest blokowana przez lęki. Maryja, podobnie jak my, czasem ma powody by się lękać… Ona dotyka naszych lęków, tych, które obecnie przeżywamy, lęków konkretnych, które zagrażają naszemu życiu. Maryja wraz z lękiem, dzieli z nami również postawę akceptacji i zaufania Komuś większemu, Komuś, kto poszerza horyzonty.

   Kontempluj Łk  1, 26-38, dialog Maryi z aniołem:

-od strony anioła: “Nie lękaj się… raduj się”… Rozpoznanie, zaproszenie, potwierdzenie, pewność…

-od strony Maryi: niepokój, lęk, nierozumienie, wątpliwości, pytania, zaufanie, akceptacja i afirmacja  życia….

Maryja jest pełna łaski, ponieważ jest „opróżniona” z siebie samej. „Jej istnienie jest bramą, przez którą inni przechodzą, aby odkryć siebie. Tak jak w ikonie - sama jej obecność pomaga tym, którzy ją otaczają odkryć ukrytą w nich głębię.” (J. Melloni).

Jest czas, aby stawiać pytania, aby wątpić, aby się lękać… i jak tylko zostaje to wypowiedziane, pojawia się coś głębszego: POZWÓL, ABY SIĘ WYPEŁNIŁO, cała będziesz napełniona łaską Boga. Jest czas, aby ufać, nie pytaj jak, ani dlaczego, oddaj się dziełu Boga w tobie.

Mamy przyjąć wezwanie, aby dalej troszczyć się o te sprawy, które oświecają naszą codzienność, z prostotą i radością. Z tą spokojną, pogodną radością, która wypływa z ufności sięgającej dalej niż naszej własne możliwości.

Maryja zaprasza nas do afirmacji życia, które wzrasta w nas i wokół nas. Do wypowiedzenia „TAK” życiu z tym wszystkim, jakie teraz jest, bez zostawiania niczego poza nim, bez uciekania, bez odrzucania.

W jaki sposób pragnę wypowiedzieć to „TAK” wobec każdej rzeczywistości mojego życia, naszego życia razem tu i teraz?

   Wobec jakich sytuacji mojego życia teraz, potrzebuję wypowiedzieć to „TAK”?

 IV.-Od życia w nieładzie do życia w błogosławieństwie

Również my doświadczamy czasem wewnętrznego nieładu i potrzebujemy szukać wewnątrz i wokół nas tej dyskretnej Obecności, dzięki której możemy dotrzeć do centrum życia, stać się otwartymi na Błogosławieństwo, które Bóg nam ofiaruje, na możliwość wędrowania promieniując w naszym świecie Jego życiem.

  Modlić się sceną Nawiedzenia Łk 1, 39-55

Kiedy Maryja idzie nawiedzić Elżbietę, obie kobiety znajdują się w bardzo różnych sytuacjach życiowych. Elżbieta jest w trzecim etapie swego życia, Maryja właściwie w pierwszym, na progu drugiego. Jedna jest niepłodna i stara, druga - młoda i niezamężna, obydwie noszą życie większe niż one same.

Musiały czuć nie tylko radość uścisku ramion, ale także wstrząs i wątpliwości, „co ma się wydarzyć?”, „ jak mamy się przygotować?”.

Wchodzą w relację poprzez dotyk. „Osoba dotykająca to ta, która jest wychylona w stronę drugiego i przyjmuje go… Taka osoba przemienia się niechcąco w świadka”. Tak też Elżbieta i Maryja przemieniają się w świadków wtargnięcia Boga w ten moment życia, w którym każda z nich się znajduje.

Obyśmy mogły żyć w błogosławieństwie i nieść je innym, obyśmy stały się bardziej ludzkie, bardziej wyrozumiałe…. nosiły w sobie lekkość Ewangelii. Owoc, życie Jezusa rozwija się w nas i dojrzewa, aby być wykorzystane.

 Jaki jest owoc, który Bóg chce dziś zrodzić we mnie?

„Również i my jesteśmy uprzywilejowanym miejscem zbawienia, miejscem, w które wplata się życie Jezusa, gdzie przyjmujemy Go i „rodzimy”: dotyczy to dzielenia chleba, uzdrowienia chorego, przytulenia dziecka, obudzenia godności kobiet i cudzoziemców, dzielenia stołu i własnych dóbr. Wytańczenia z radością wina życia (…). Powiedzenia „tak” i zgody na to, że chcę przyjąć w siebie tę możliwość bycia „zbawioną” i przemienienia mnie samej w przestrzeń zbawienia dla innych.” (Ivone Gebara)

  Odnowić i podziękować za “nawiedzenia”, które „odżywiają” moje życie

 Kim są ci, którzy ożywiają we mnie nadzieję; kim są ci, którzy ofiarują „przestrzenie zbawienia”? W ich obecności wyśpiewam mój własny Magnificat.

 

Mariola López Villanueva rscj, hiszpańska zakonnica Najświętszego Serca Jezusa, zajmuje się dziennikarstwem i teologią biblijną, obecnie udziela rekolekcji i prowadzi zajęcia teologiczne dla dorosłych w Granadzie; opublikowała kilka książek z dziedziny duchowości, m.in. „Głos, przyjaciel i ogień”, „Kobiety, które ryzykują i błogosławią”, „Widziałam tego, który mnie widzi”, „Kiedy sakramenty stają się życiem”.

Tekst oryginalny

 Tłumaczyła s. Anna Musiał rscj

Na Haiti żyje cztero-osobowa wspólnota sióstr Sacré Coeur. Dwie siostry wyjechały na dłużej do Chile i do USA a dwie przeżyły kataklizm, za co jesteśmy wdzięczne Bogu.

Siostra Matylda Moreno rscj wyleciała tego dnia do Meksyku na spotkanie dotyczące nauczania ubogich. Na lotnisku w Panamie otrzymała wiadomość, że na Haiti jest trzęsienie ziemi. Centrum Teologiczne, w którym pracuje siostra Matylda, runęło, grzebiąc pod gruzami studentów i wykładowców. "Tak bardzo się cieszę, że Josefa i ja żyjemy... Zwykle o godz 17.00 kiedy zaczęły się pierwsze wstrząsy, powinnyśmy obie być w domu. Jednak tego dnia Josefa była na spotkaniu a ja, ponieważ nie miałam samolotu na Konferencję w Meksyku trzy dni później, musiałam wylecieć w dniu kataklizmu. Mój samolot wystartował godzinę przed kataklizmem. Teraz nie myślę o tym, co straciłyśmy, ale o cudzie, jakim jest życie, które zostało nam powtórnie darowane i o możliwości bycia na Haiti i pomagania w każdy możliwy sposób. Jestem pewna Waszych modlitw".

Siostra Josefa Corrada rscj brała właśnie udział w spotkaniu osób konsekrowanych w jednym z domów rekolekcyjnych w Port au Prince, kiedy nadszedł kataklizm. Części uczestników, w tym naszej siostrze, udało się wydostać spod gruzów. Ci, co przeżyli wyszli na ulice, by pomóc ofiarom. Kiedy siostra Józefa wróciła do domu okazało się, że jego część zapadła się pod ziemię a druga część była nie do zamieszkania. Siostry ze Zgromadzenia Córek Jezusa przyjęły ją do siebie. Dopiero po trzech dniach siostra Józefa mogła nawiązać łączność ze  Zgromadzeniem.
Sytuacja na Haiti, jak to pokazują polskie i zagraniczne stacje TV, jest tragiczna. Siostra Josefa napisała: „Cierpienie ludzi tak nam bliskich, woła o pomoc do nieba i do świata. Wielu ludzi, których znałyśmy, naszych przyjaciół zginęło pod gruzami”.

Jak możemy odpowiedzieć na tę tragedię? Natychmiastowej i długoterminowej pomocy można udzielać przez pośrednictwo Prowincji Puerto Rico – Haiti  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. oraz Prowincji USA  http://www.rscj.org. Stamtąd pomoc jest przesyłana natychmiast za pośrednictwem Zgromadzenia.

Co my możemy zrobić, by ludzie na Haiti „mieli życie i mieli je w obfitości” J 10,10? Ci, którzy przeżyli trzęsienie ziemi znają jego konsekwencje i wiedzą, że długoterminowa pomoc będzie bardzo potrzebna a właśnie o niej często świat zapomina w przypadku podobnych tragedii. Nie bądźmy spokojni, póki nie znajdziemy sposobu towarzyszenia i okazywania miłości Bożego Serca tym, którzy stracili rodziny, sąsiadów, domy a często też i nadzieję.
Siostra Beata Florek RSCJ pracuje od 6 lat w Liceum Ogólnokształcącym Nr 2 z Oddziałami Dwujęzycznymi w Gdyni. Założyła tam Szkolne Koło Caritas i jej działalność została wyróżniona nagrodą dla samarytanina Roku podczas Obchodów Światowego Dnia Wolontariusza a Szkolne Koło Caritas w Zespole Szkół Ogólnokształcących Nr 2 w Gdyni otrzymało tytuł Samarytanina Roku 2009.

Siostra Beata ma prawdziwy dar zarażania młodzieży swoją pasją w angażowaniu się na rzecz potrzebujących, jak dobra wychowawczyni wydobywa z nich to, co najlepsze i pomaga, by sami dostrzegali potrzeby ludzi, wśród, których żyją. Jednym z poważnych problemów, jakie zauważyli młodzi ludzie, a dotykającym ich rówieśników, jest kłopot związany z dojazdami do szkoły, szczególnie zakup biletów miesięcznych. Dlatego też cyklicznie organizują na terenie szkoły różne akcje, by zbierać fundusze na ten właśnie cel. Szczególnym powodzeniem cieszy się akcja sprzedawania ciast przygotowywanych przez uczniów przed zebraniami z rodzicami.

Przed Świętami Bożego Narodzenia, w dniu 6 grudnia rozpoczynają akcję „Pluszak dla przyjaciela”. Jest to loteria fantowa, podczas której zakupione maskotki są ofiarowywane przez św. Mikołaja, jako upominek wybranej osobie. Równolegle SKC angażuje się w akcję Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Młodzi starają się upowszechniać idee solidarności i pomocniczości przez uroczystą ceremonię przekazania klasom Światełka Betlejemskiego.

Wcelu rozwijania kontaktów pośród młodzieży, Koło we współpracy ze Szkolnym Klubem Sportowym „Dwójka” organizuje zawody tenisa stołowego dla dzieci i młodzieży z gdyńskich szkół.

Szkolne Koło Caritas nie ogranicza się jednak do działalności we własnym kręgu, o czym najlepiej może świadczyć chociażby aktywna współpraca z Gaudium Vitae. Stowarzyszeniem pomagającym kobietom bronić i wychować poczęte dziecko. Młodzież SKC, co roku organizuje dla podopiecznych zbiórkę środków czystości, odzieży oraz słodyczy w okresie Bożego Narodzenia i Dnia Dziecka.

Wolontariusze wychodzą chętnie ze swoją działalnością poza teren szkoły, czego przykładem niech będzie Akcja Znicz - sprzedaż zniczy na terenie parafii, z której dochód przeznaczony jest na cele charytatywne.




Ponadto należy choćby wspomnieć o aktywnym zaangażowaniu członków SKC w akcję „Młodzi Młodym – Gdynia 2009” „Miłości dodaj mi skrzydła” niosła ze sobą ducha nadziei dla tych, którzy znajdują się w trudnej sytuacji materialnej. Caritas obejmuje ich pomocą w ramach programu stypendialnego - „Skrzydła”.



Zaangażowana w nią młodzież, dzięki nawiązaniu współpracy, zarówno między sobą jak i z poszczególnymi instytucjami, pragnęła zrealizować wytyczone uprzednio cele, takie jak zbiórka funduszy na rzecz programu stypendialnego „Skrzydła”, oraz pobudzenie działalności społecznej mieszkańców miasta czy też nawiązanie głębszej współpracy pomiędzy uczniami gdyńskich szkół. W tym celu zorganizowano przejazd rowerami po głownych ulicach Gdyni i zachęcano do wspierania programu "Skrzydła". Cel był świetny a i zabawa przy tym wysmienita.
              

Dnia 31 stycznia 2010 roku czternaście naszych sióstr z różnych krajów i kontynentów złożyło w Rzymie na ręce naszej przelożonej generalnej Kathleen Conan rscj śluby wieczyste w Zgromadzeniu Najświętszego Serca Jezusa. Była wśrod nich Polka s. Anna Żamojda. Cieszymy się i wraz z nią dziękujemy Bogu za dar powołania.


Probacja to pieciomiesięczny czas odejścia od działań apostolskich, by w międzynarodowej wspólnocie przygotować się do ślubów wieczystych poprzez pogłębienie życia charyzmatem i misją Zgromadzenia oraz 30-dniowe rekolekcje ignacjańskie. Ta ostatnia wspólnota była bardzo różnorodna, tworzona przez 19 sióstr z 12 krajów i 5 kontynentów. Wspólny czas rozpoczęły 3 września 2009 roku uroczystą Eucharystią i otwierającą Konferencją  Przelożonej Generalnej, która zaprosiła siostry do wejścia na trzy święte ścieżki: ich relacji z Bogiem, ich relacji ze światem oraz do kroczenia śladami Założycielki Zgromadzenia św. Magdaleny Zofii Barat i wielu sióstr przed nimi.

Wierne temu zaproszeniu budowały wspólnotę pośród różnorodności, pewne, że zgromadził je Jezus Chrystus, a podążając śladami św. Magdaleny Zofii i dotykając miejsc związanych z początkiem Zgromadzenia pozwalały, by jej życie i droga duchowa kształtowały je. Poprzez dzielenie każdej życiem jej kraju i prowincji, siostry poznawały bliżej bogactwo kultur i trudności z jakimi borykają się kraje czy społeczności. Rozrzerzało to  ich serca i wrażliwość, by usłyszeć wezwania, ból i cierpienie tak wielu ludzi i odważnie na nie odpowiedzieć. Przez pięć miesiecy siostry głęboko wchodziły w samo centrum ich osobistej relacji z Bogiem, tam gdzie doświadczają Jego miłości i wezwania. Z szacunkiem i wdzięcznością pochylały się nad historią własnego życia i powołania. (por. Konferencja Przelożonej Generalnej na zakończenie Probacji)


Uroczysta Eucharystia i Ceremonia złożenia ślubów wieczystych była prawdziwym świętem jedności w różnorodności, gdzie wielość języków i symboli pozwalała wnieść bogactwo różnych kultur w to misterium zjednoczenia wokół stołu Pańskiego.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w naszej galerii, jak również na naszą stronę międzynarodową.

        Drodzy Przyjaciele!

Jak już wiecie, zostawiłam Haiti na kilka godzin przed trzęsieniem ziemi 12 stycznia. Pojechałam do Meksyku, na robocze spotkanie nt. wychowania i nauczania. Spotkanie zaczęło się trzy dni później, ale nie było żadnego lotu na 14 stycznia, więc musiałam wylecieć wcześniej. W dniu trzęsienia ziemi miałam być w CIFOR (Centrum Studiów Teologicznych dla Osób Konsekrowanych na Haiti), gdzie uczę w każdy wtorek od 15 do 17 – godzina kataklizmu. To miejsce zostało zburzone, a wielu studentów wewnątrz zginęło. Byłabym tam z nimi. Dr Zilda Arns, założycielka Centrum Duszpasterstwa w Crinança, zmarła podczas rozmowy poza budynkiem CIFOR z Honore (Oblatem świętego Franciszka Salezego), jednym z naszych studentów. On, dzięki Bogu, jest bezpieczny.


Wieści o trzęsieniu ziemi dotarły do mnie podczas śródlądowania w Panamie. W Meksyku byłam w stanie skontaktować się z wieloma osobami i zorganizować znaczną pomoc dla Haiti. Sieć naszych szkół w Meksyku okazała ogromną solidarność, pomoc i wsparcie.     

Musiałam wracać przez Republikę Dominikany, ponieważ lotnisko w Port au Prince nadal odmawia przyjmowania lotów komercyjnych. Linie lotnicze, którymi wracałam pozwoliły mi zabrać cały ładunek, jaki miałam ze sobą. Zatem byłam w stanie przywieźć do Haiti wszystko, o co prosiła mnie Josefa Corrada rscj, jak również 7 namiotów. Mam wielu przyjaciół, którzy śpią na ulicy.

Poinformowałam Pedro Acevedo, przyjacieala i sekretarza Dominikańskiej Konferencji Zakonników i Zakonnic (CONDOR), że przylecę 23 stycznia, i znalazł wspólnotę zakonną, która odebrała mnie z lotniska i dała schronienie. Następnego dnia, uczestniczyłam w walnym zebraniu CONDOR. Był to dzień solidarności z Haiti i została zreorganizowana sieć pomocy dla Haiti.

Siostry Misjonarki Serca Pana Jezusa, które mnie przyjęły nie mogłyby być bardziej serdeczne i wspierające. Urocze kobiety. Następnego dnia poszliśmy z siostrami do CONDOR i załadowaliśmy ciężarówkę żywnością, wodą i lekami, które mieli. Poszłam też do Nono SJ, mojego szefa, z którym współpracowałam przez ponad trzy lata. Podczas trzęsienia ziemi został poważnie ranny w nogi, przeszedł dwie operacje i dializy, bo jego nerki odmówiły posłuszeństwa.     

Wczesnym rankiem 26 stycznia wyjechaliśmy z Dominikany konwojem, składającym się z 4 samochodów dostawczych i ciężarówki osób konsekrowanych - lekarzy i pielęgniarek, którzy mieli spędzić dwa tygodnie na Haiti.

Nasz dom został zniszczony. Nie możemy w nim mieszkać. Ludzie mogą wejść i ukraść, co i kiedy im się podoba, ponieważ runęły ściany na parterze. Obecnie ratujemy dokumenty i rzeczy, które naszym zdaniem są istotne (jak np. modem, dzięki któremu jest możliwa komunikacja), ale z braku miejsca nie możemy wziąć wszystkiego i musimy dokonywać wyborów.   

W dniu 30 stycznia inżynier oglądał nasz dom i powiedział, że nie jest możliwe odbudowanie go, ponieważ jest tam 8 złamań stropów i ścian wspierających oraz zrujnowane schody. Staramy się ratować przynajmniej meble, ale nie mamy miejsca, gdzie mogłybyśmy teraz mieszkać. Ludzie, którzy potrzebują pomocy, są teraz w Port au Prince, więc musimy tu zostać. Josefa będzie kontynuować pracę w Verrettes gdzie przez tydzień każdego miesiąca, prowadzi program edukacyjny dla dzieci i młodzieży. Rozmawiałyśmy z siostrami ze Zgromadzenia Córek Jezusa, i przez pewien czas będziemy mogły mieszkać w ich domu. Potem… Bóg da nam poznać, co dalej.

Jutro jedziemy do UNICEF, aby zobaczyć, czy możemy z nimi stworzyć program dla chłopców i dziewcząt, którzy chodzą po ulicach lub są w obozach dla uchodźców.
Dziś wieczorem pójdziemy CAFOJ do naszego księdza proboszcza, z pytaniem czy możemy na jego terenie, Nazon, usytuować przychodnię...

Liczymy bardzo na wsparcie was wszystkich. Serdeczności od Josefy i ode mnie.

s. Matilde Moreno rscj
Provincja Puerto Rico - Haiti

Porównaj artykuł oryginalny
Kathleen Hughes rscj

„Eucharystia to wielka chwila w modlitwie Kościoła. W miarę możności uczestniczymy w niej czynnie każdego dnia. Przyjmując Ciało Chrystusa łączymy się z Jego dziękczynieniem i ofiarą, składaną Ojcu za życie świata. Dzień po dniu Eucharystia sprawia, że włączamy się coraz bardziej w Mistyczne Ciało Chrystusa wydane – by narodziła się nowa ludzkość” ( z Konstytucji Zgromadzenia §29.)

Nasze Konstytucje podkreślają, że poprzez aktywny udział w Eucharystii a szczególnie przez przyjmowanie Ciała i Krwi Chrystusa, nasze życie  jest z Nim złączone. Nasze codzienne umieranie i powstawanie z martwych jest włączone w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, nasze codzienne dziękczynienie i poświęcenie są złączone z Jego dziękczynną modlitwą i ofiarą złożoną Ojcu. Eucharystia wprowadza nas w życie samego Boga i zaprasza w podwójny ruch Serca Chrystusa, jednocześnie mocno pochwyconego przez Ojca i oddanego marzeniu Boga odnośnie świata.

Mówimy o tym podwójnym ruchu Serca Boga – być całkowicie kontemplatywną i całkowicie apostolską – jako o podwójnym wymaganiu naszej konsekracji. Jesteśmy wezwane do życia modlitwy i do zjednoczenia z Bogiem. To kontemplacyjne zjednoczenie z Bogiem budzi w nas pragnienie Bożego Królestwa w naszym świecie. Z modlitwy jesteśmy posłane, by czynić znanym Serce Boga. Modlitwa motywuje nasze działanie. Jednocześnie nasze codzienne doświadczenia apostolskie prowadzą nas ponownie na modlitwę, na którą przynosimy cierpienia i nadzieje osób spotykanych każdego dnia. Obrazowo możemy powiedzieć, że tak tworzy się nieustannie pogłębiana spirala słuchania i kochania.

Przez dar chrztu świętego jesteśmy włączone w życie Jezusa, jesteśmy zaproszone do zaufania Chrystusowi, do zgłębiania myśli i uczuć Jego Serca i czynienia ich własnymi. Jego całkowite złączenie z Ojcem i pragnienie czynienia Jego woli staje się miarą naszego człowieczeństwa.
Nie ma wspanialszego wydarzenia od celebracji Eucharystii, podczas której uczymy się jak słuchać i kochać na sposób Jezusa.
Kontemplacja i działanie, słuchanie i miłość to postawy, których uczymy się ilekroć gromadzimy się na liturgię. Kształt Liturgii Eucharystii – Liturgia Słowa i Liturgia Eucharystyczna - mówi nam o dynamice życia duchowego. Najpierw bierzemy udział a następnie odpowiadamy, najpierw stajemy przed Bogiem w ciszy i ubóstwie Serca i pozwalamy Bogu, by przemieniał nasze serca a następnie odpowiadamy Mu słowem i gestem.

Dwie główne części Eucharystii doskonale ukazują główne nurty życia duchowego: kontemplację i działanie, bycie i czynienie, słuchanie i miłowanie. Jeśli posłużymy się tym kluczem, to odkryjemy, że nie możemy zaangażować się w działanie, nie możemy kochać, jeśli nie jesteśmy kobietami uwagi, słuchania i kontemplacji.
We współczesnym świecie a więc i w Kościele, słuchanie jest sztuką trudną do opanowania. Zastanówmy się więc, czym jest słuchanie, zanim uważniej spojrzymy na  Eucharystię.

Słuchanie jako klucz do życia duchowego.


Rozwijać stwierdzenie, że słuchanie jest kluczem do duchowego życia, to mówić w inny sposób o tym, jak stawać się człowiekiem modlitwy. Często nie bardzo wiemy, jak mówić o modlitwie. Nie wiemy jak stanąć w obecności tego całkiem Innego, jak pozwolić Mu się przygarnąć i pokochać, przyjąć od Niego przebaczenie i serdeczny uścisk, błogosławieństwo i przemianę. Wreszcie jak wyrazić naszą wdzięczność i uwielbienie Bogu naszego życia.
Może poniższa historia nam w tym pomoże:

Uczniowie rozmawiają ze sobą po śmierci rabbiego – ich wielkiego nauczyciela. Jeden z nich pyta: Czy wiecie, dlaczego nasz nauczyciel codziennie wieczorem chodził nad staw? Nikt nie wiedział, więc uczeń rzekł: Otóż uczył się pieśni, którą żaby wielbiły Boga. Zajmuje to sporo czasu. Nauczyciel codziennie pozostawiał swoje sprawy i siadał nad stawem. Ponieważ oprócz jednego ucznia nikt więcej nie wiedział o tym zajęciu, można by przypuszczać, że nauczyciel nigdy się tej pieśni nie nauczył. Nigdy się nie pochwalił: Słuchaj znam już tę pieśń. Chciałbym Ci ją zaśpiewać. A więc minęło całe życie a on nie miał nic do zaprezentowania.
Tymczasem nauczyciel nigdy nie przywiązywał do tego wagi, nigdy nie zastanawiał się, jak trudno się tej pieśni nauczyć, nigdy nie pragnął osiągnąć w śpiewaniu poziomu żaby. Jednak czegoś się nauczył, a mianowicie: jak siedzieć nad stawem, jak wyciszyć swój umysł i serce, jak słuchać w ten jeden, jedyny sposób. Prawdopodobnie nauczył się również, że słuchanie, otwartość, spostrzegawczość poprzedzają miłość, że działanie musi być zakorzenione w kontemplacji, że najpierw trzeba być, żeby coś zrobić.

Ten nauczyciel uczy nas, jak ważna jest postawa słuchania i uczenia się. Mówi nam także coś o pieśni, którą w naszym przypadku jest pieśń Kościoła a nie nasza własna. To pieśń Jezusa dla Ojca, pieśń, którą Duch Święty śpiewa w każdym z nas.
Kiedy św. Paweł mówi, że nie wiemy, jak się modlić, to od razu dodaje, że Duch Święty pomaga nam w naszej słabości. Duch Boży uczy nas, jak stać się słuchaczem, zachęca nas, by właśnie teraz zaśpiewać dany wers, daną część pieśni Jezusa. Duch Święty poprowadzi nasze serce, jeśli znajdziemy czas, by pójść, usiąść nad stawem i słuchać.
Nie ma właściwego sposobu modlitwy. Dlaczego? Ponieważ każda z nas jest inna, żyje w innych warunkach, ma inny temperament i każda jest prowadzona nad inny staw. Jedne zagłębiają się w ciszę, inne kochają muzykę. Niektóre znajdują Boga w pięknie natury, inne spotykają Przebite Serce Jezusa na ulicach naszych miast. Modlitwa jest coraz głębszą relacją z Bogiem i tak, jak to się dzieje z innymi relacjami w naszym życiu, ta również zmienia się i przekształca w czasie. Będą tam różnego rodzaju konwersacje, krótkie, czasem nieprzyjemne rozmowy, głęboka wymiana, dotycząca zmagań i bólu, nadziei i radości. Czasem trzeba się zmagać z prawdą o sobie, innym razem można powiedzieć za dużo lub wejść w głęboką ciszę, jak to bywa między przyjaciółmi, kiedy słowa nie mają znaczenia, nie są potrzebne.

Czasami jednak, jak rabbi, będziemy potrzebowały pewnych struktur, by się stać prawdziwymi słuchaczami. Struktury mogą przybrać różne formy jak dyscyplina odnośnie czasu, miejsca, regularności.

Może być tak, że czytanie na dany dzień nastawia nas na słuchanie. Możemy korzystać z Psalmów jako wzoru modlitwy. Możemy odkryć, że dzielenie się modlitwą z kimś, z serdecznym przyjacielem jest tym wymaganiem, tą strukturą, której powinnyśmy pozostać wierne. Również regularna celebracja Eucharystii przekształci nasze serca i nas poprowadzi.

Eucharystia jako szkoła słuchania


Najlepszą szkołą, w której uczymy się słuchać i miłować jest z pewnością Eucharystia. Regularny udział w Eucharystii jest jak wędrowanie rabbiego nad staw. Podczas Eucharystii w różnych momentach jesteśmy zaproszone do słuchania. Weźmy choćby pod uwagę Obrzędy Wstępne lub Liturgię Słowa. A nawet przed celebracją Bóg mówi do nas przez tych, którzy stoją obok (różne narodowości, wiek, płeć, zawody). Jesteśmy tu razem za Bożym przyzwoleniem, z Bożej łaski a nasza obecność mówi, że Bóg znajduje nas i zbawia w naszej codzienności. Za chwilę będziemy Go wielbić jednym głosem. Wreszcie czynimy znak krzyża, znak zbawienia na naszym ciele, deklarując, że chcemy wszystko czynić w Imię Trójjedynego Boga. Następnie wypowiadamy słowa ufności i pozdrawiamy siebie z nadzieją, że właśnie w takiej wspólnocie Bóg jest obecny. Przychodzimy na Eucharystię jako grzesznicy - kochani przez Boga - i wzajemnie sobie to wyznajemy. Wielbimy Boga za to, że nas stworzył i podtrzymuje przy życiu, gdyż tylko On jest Święty, tylko On jest Panem.
Tak wiele słyszymy w Obrzędach Wstępnych a nasze słuchanie osiąga punkt kulminacyjny przy modlitwie kierowanej w naszym imieniu do Ojca, przez Chrystusa, w mocy dającego życie Ducha Świętego. Wszystko przygotowuje nas na słuchanie objawionego Słowa Bożego w Piśmie Świętym, w śpiewie psalmisty, w słowach homilii. Słowo to odkrywa przed nami historię i serce człowieka oraz czułą obecność Boga w tej historii. W każdym dniu inne Słowo nas kształtuje i inspiruje nasze działanie.
Jak to słuchanie wpływa na nas? Otóż stopniowo, wręcz niezauważalnie przekształca nasze myśli i serce. Kiedy siadamy „nad stawem” i uważnie słuchamy, to uczymy się pieśni Chrystusa, który śpiewa ją teraz i na wieki przed tronem łaski. My włączamy się w Modlitwie Eucharystycznej w Jego wielką modlitwę uwielbienia i dziękczynienia.

Eucharystia to szkoła, w której uczymy się kochać.


Nasze miłowanie, nasza odpowiedź na wszystko, co usłyszałyśmy podczas Obrzędów Wstępnych i Liturgii Słowa zaczyna się wraz z modlitwą powszechną. Słowo, które usłyszałyśmy uwrażliwiło nasze serce. Krzyk potrzebujących, obecna sytuacja świata, cierpienie, choroby, śmierć we wspólnocie lokalnej to wszystko składa się na treść modlitwy wiernych. Następnie przystępujemy do Stołu Eucharystii, przygotowując dary i samych siebie na to, co nastąpi. Jesteśmy dyspozycyjne i otwarte na to, co Bóg będzie czynił za chwilę, przemieniając chleb i wino w Ciało i Krew Chrystusa. Modlitwa Eucharystyczna dodaje nam odwagi, by zjednoczyć się z Chrystusem. Wspominamy wielkie rzeczy, których Bóg dokonał, wzywamy przemieniającej mocy Ducha, wspominamy jeszcze raz wydarzenie Ostatniej Wieczerzy, stajemy w jedności z Chrystusem Zmartwychwstałym, składamy jedyną, nieskalaną ofiarę i poddajemy się działaniu Ducha. Łączymy naszą modlitwę z modlitwą Maryi i Świętych, by cały świat miał udział w Zbawieniu Chrystusa.

Czego jeszcze możemy nauczyć się w tej szkole miłości? Możemy modlić się słowami, których nauczył nas Jezus Chrystus, przekazujemy sobie znak pokoju, podchodzimy razem do stołu i dzielimy się pokarmem życia. Następnie odchodzimy od stołu, ale już nie tą samą osobą, gdyż ci, którzy spożywają ten pokarm – siłą rzeczy zmieniają się, idą w pokoju Chrystusa, aby żyć.

Nigdzie nie nauczymy się lepiej, niż przy ołtarzu tego, co wypływa z pierwotnej wizji Magdaleny Zofii. Było to jej wielkie marzenie – stworzyć krąg adoratorek, co wtedy oznaczało formować innych do wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu. Dla Zofii adoracja eucharystyczna była czynnością polegającą na wpatrywaniu się i słuchaniu oraz trwaniu w obecności Najświętszego Sakramentu – gdzie uczyła się jak kochać, jak wielbić Boga, jak oddać Mu swe życie i żyć już nie dla siebie. Dla niej adoracja była zorientowana na pełny udział w Ofierze, w Uczcie, na przemianę myśli i serca, by w ten sposób stać się bardziej Ciałem Chrystusa i oddać chwałę Bogu.

Stopniowo, niezauważalnie Eucharystia uczy nas słuchać Słowa i dostrzegać Boże działanie w historii naszego życia. Słuchanie prowadzi nas do miłowania, do odpowiedzi na dar i łaskę Boga dającego się w Eucharystii. Inaczej tego nie dokonamy. Za każdym razem, kiedy celebrujemy Eucharystię, czynimy to przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie ku chwale Boga Ojca. Eucharystia doskonale ukazuje charakter relacji Chrystusa do Ojca. Wszyscy jesteśmy wezwani do takiej samej relacji w naszym życiu, do słuchania i miłowania, by zjednoczyć się z pragnieniem Boga i pracować nad jego wypełnieniem, tak jak to przypominają nam o tym Konstytucje: „Eucharystia sprawia, że włączamy się coraz bardziej w Mistyczne Ciało Chrystusa wydane – by narodziła się nowa ludzkość”  (Konstytucje Zgromadzenia §29).
Santiago de Chile, 7 marca 2010


Z powodu odcięcia energii elektrycznej w dniach po trzęsieniu ziemi trudno było się komunikować.  Dotarcie do naszych sióstr również nie było łatwe, gdyż, jak większość osób, po prostu wracają do swoich wspólnot, na koniec wakacji szkolnych. Siostra prowincjalna zdołała dotrzeć do większości sióstr w różnych częściach kraju.

Wiele obiektów zostało uszkodzonych, a jeden całkowicie nie nadaje się do zamieszkania.
Nasze siostry nie doznały poważnych obrażeń, ale niektóre straciły bliskich, inne dowiedziały się, że członkowie ich rodzin są bezdomni. Nauczyciel i administrator w szkole w Concepción zostali ranni.  W regionie dotkniętym trzęsieniem ziemi jest to czas wielkiej niepewności i braku bezpieczeństwa.

Nasze szkoły zostały poważnie uszkodzone, a teraz gdy stoją puste istnieje obawa grabieży. Woda i energia elektryczna jest stopniowo przywracana. W Concepción mosty runęły lub ich konstrukcje zostały poważnie uszkodzone, co utrudnia dotarcie do naszej szkoły leżącej po drugiej stronie rzeki Bio Bio.

Będą potrzebne ogromne środki finansowe i dużo sil, by uporządkować i zgromadzić wszystko, co będzie potrzebne, by tamtejsze instytucje ponownie stały się centrami wspierającymi potrzebujących.

Jeśli chcesz pomóc, możesz skontaktować się z Sofía Baranda, prowincjalną Chile:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
 
***

Refleksja Zarządu prowincjalnego Chile


Domy, mosty, budynki, pomniki, rzeźby, fabryki i anteny telewizyjne, wszystko upadło, zostało zniszczone, ale ludzie nie.
"Jesteśmy zjednoczeni", "Wszyscy pomagamy sobie wzajemnie".  „Straciliśmy wszystko, ale żyjemy”, „Jesteśmy pewni, ze przejdziemy przez to”. Słyszałam takie wypowiedzi w każdym zakątku naszego kraju. Prawdą jest, że wiele zostało zniszczone, ale tak spontanicznie, z głębi serca zrodziło się tyle solidarności i jedności wśród sąsiadów, rodziny i rodaków.

Był koniec wakacji, a my wszyscy zaczynaliśmy planowanie nowego roku: kalendarze, terminy, budżet, cele i terminy, prace prowadzone w szkołach, parafiach i miastach. To był ostatni weekend wakacji i wszyscy chcieli zaczerpnąć z niego ile się da. W niedzielę wszyscy Chilijczycy musieliby zostać w domu, tak aby mogli wstać wcześnie w poniedziałek.

Siła trzęsienia ziemi osiągnęła 8,8 w skali Richtera, trwało ono 157 minut, obejmując 700 kilometrów naszego kraju, i pozostawiło nas z pytaniami, wątpliwościami, wzywając do nawrócenia.


"Przyroda jest tłem naszej egzystencji ..."
(Helen McLaughlin rscj, Przełożona Generalna, w swoim liście z 1983 do Zgromadzenia) a używaliśmy jej nie znając jej. Teraz zastanawiamy się, w jaki sposób podchodzimy do rzeczy, jak wykorzystujemy nasze dobra, jak jesteśmy wrażliwe na znaki dawane przez przyrodę, jak działamy.

Wiemy, że nasz kraj jest narażony na trzęsienia ziemi, a byliśmy nieodpowiedzialni. Mierna lub bezmyślna praca prędzej czy później powoduje spustoszenie. Niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa, słabość znajdują sobie drogę powrotu do wnętrza naszego i naszych społeczeństw. Możemy narzekać na marną pracę, ale przecież wszystko w nas jest niedoskonałe. Doskonałość jest iluzją.


Staliśmy się dumni, pewni siebie, a to doświadczenie pomoże nam Chilijczykom, gdy zaczniemy świętować nasz jubileusz dwustulecia. Historia nie jest tworzona tylko przez bohaterów i sukcesy, nasza historia jest jedną z tych tworzonych przez łzy i ból. Teraz, gdy doświadczyliśmy naszej słabości, nie mamy nic ważniejszego do zrobienia, jak otworzyć się na innych i uznać w pokorze, że bardzo potrzebujemy siebie nawzajem.



Jesteśmy przekonane, że ta chwila jest pełna głosu Boga, głosu, który wzywa tak głośno, że porusza, a nawet rani nas. Chcemy słuchać i dać się przemienić. Żadna z naszych wspólnot, sióstr czy rodzin związanych z naszymi szkołami, nasi wychowankowie nie może odmówić tego, o co Bóg nas prosi, dzielenia Jego Paschy z bardziej otwartym sercem i oddaniem. Wtedy zaufanie może zrodzić się ponownie i śmierć będzie pokonana.



Carmen Vial rscj, Sofía Baranda rscj, Anita Ramos rscj
Prowincja Chile

1 tekst oryginalny po hiszpańsku
2 tekst oryginalny

                    OLIMPIADA  TEOLOGII KATOLICKIEJ

  Dnia 12 marca bieżącego roku odbyła się w Gnieźnie XX Olimpiada Teologii Katolickiej na temat: „Bądźmy świadkami miłości i sprawiedliwości społecznej”.
Jest ona wpisana w rejestr olimpiad przedmiotowych MEN zgodnie
 z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej.
Olimpiada przebiega w trzech etapach:
- szkolny
- diecezjalny
- ogólnopolski


W Gnieźnie odbył się etap diecezjalny (II stopnia) w którym uczestniczyli przedstawiciele szkół ponadgimnazjalnych Archidiecezji Gnieźnieńskiej.
Prowadzone przez Zgromadzenie Sacre-Coeur Liceum Ogólnokształcące w Pobiedziskach reprezentowały dwie licealistki: z których Katarzyna Bogucka uczennica klasy III LO została laureatką i przeszła do etapu ogólnopolskiego (III stopnia), który odbędzie się 8 kwietnia w Katowicach.
Gratulujemy Kasi i życzymy laurów na szczeblu ogólnopolskim.

                       CZĘSTOCHOWA

Dnia 8 marca bieżącego roku odbyło się na Jasnej Górze spotkanie maturzystów Archidiecezji Gnieźnieńskiej w którym uczestniczyli uczniowie klasy III Liceum Ogólnokształcącego Zgromadzenia Sacre-Coeur w Pobiedziskach.

W ramach spotkania licealiści wysłuchali konferencji wygłoszonej przez ks. Radosława Orchowicza – diecezjalnego duszpasterza do spraw młodzieży, której myślą przewodnią było tegoroczne hasło: „Bądźmy świadkami miłości”, uczestniczyli we Mszy Świętej sprawowanej przez ks. bp. Bogdana Wojtusia oraz wspólnie modlili się przed obrazem Czarnej Madonny powierzając swój egzamin maturalny.

Spotkanie zakończyło się Drogą Krzyżową na wałach Jasnej Góry prowadzoną przez młodzież z poszczególnych szkół naszej archidiecezji.

Blisko trzy miesiące od trzęsienia ziemi, wiadomości nie natrajają optymistycznie. Jesteśmy w martwym punkcie. Półtora miliona osób, które straciły domy w wyniku trzęsienia ziemi nadal żyją w mniej lub bardziej zorganizowanych obozach, bez nadziei znalezienia bardziej solidnego schronienia podczas pory deszczowej, która już się rozpoczęła.

Ponowne budowanie kraju potrwa bardzo długo (Haitańczycy twierdza, że nie można mówić o odbudowie, ponieważ to, co było tam wcześniej to nie był prawdziwy "kraj") .

Jeszcze nie wiadomo, gdzie będzie planowana budowa nowych ośrodków edukacyjnych. Szkoły nie zostały ponownie otwarte, ponieważ najpierw musimy uporządkować teren z gruzów, stworzyć przestrzeń dla namiotów, by kontynuować zajęcia na powietrzu. Kiedyż zobaczymy, że to się dokonuje? Place, kościoły, siedziby ministerstw i urzędów, szpitale, sklepy także muszą być budowane, ale nie wiemy gdzie.

W całej tej niepewności, ukazuje się siła i odwaga Haitańczyków. Nie są to ludzie pokonani. Życie odradza się na nowo na ulicach, gdzie kobiety sprzedają żywność, środki czystości, świece i wszystko, co tylko można sobie wyobrazić, jak bywało dawniej. W ten sposób próbują utrzymać rodzinę, ale jest to znacznie trudniejsze niż wcześniej. Widząc dobrze ubranych ludzi na ulicy, nie mogę uwierzyć, że właśnie wyszli z obozu dla uchodźców.

Widać znaki nadziei, kiedy wielu z tych, których prosimy o pomoc w budowaniu nowego Haiti, znajdują sposoby by to czynić. Chociaż wciąż są one nieśmiałe, to z wyznaniem „Dziękuje Bogu, że już rozpocząłem moją własną drogę”.

Wokół domu Sióstr Jezusa, w którym obecnie mieszkam, znajduje się obóz gdzie chroni się 65.000 osób. Przeludnienie jest alarmujące. Jest tam tylko klepisko, które padające deszcze zamieniają w grzęzawisko. Wykopano tam kilka latryn i zainstalowano kilka kabin prysznicowych. Rosnące wszędzie sterty śmieci zbierają łopatami i wywożą taczkami. W niektórych miejscach "strategicznych" zorganizowano dostawy wody pitnej.

Kilka razy spotkałam się z osobą odpowiedzialną za obóz, i dyrektorami różnych małych organizacji. Od początku zwracają się do mnie z prośbą o fundusze, abłamę ręczyć za ich uczciwość, ale doszliśmy do porozumienia, że zoorganizujemy dla nich treningi umiejętności planowania, zapewniające imuznanie ich za oficjalne stowarzyszenia dzialające zgodnie z prawem, a przez co też bardziej wiarygodne, co pozwoli im na lepszą organizację ich działań. I to już zrobiłyśmy. Na zakończenie naszych spotkań powiedzieli mi, „dziękujemy ci zadanie nam wędki. Tak widzę siebie jako wychowawczynię pośrodku tego kataklizmu; pomaganie ludziom w organizowaniu się bez uzależniania ich od pomocy charytatywnej.

We wtorek mam spotkanie z osobami odpowiedzialnymi za 10 obozów dla uchodźców, w Turgeau, jeden z obszarów w tym mieście najbardziej dotkniętych kataklizmem. Poprosili Uniwersytet Quisqueya (jeden z najbardziej prestiżowych w kraju) o pomoc w pracy z dziećmi. A Uniwersytet pokierował ich do nas. Zobaczymy, co możemy zrobić, jak się zorganizować, bo potrzeby są niezliczone.

Wielu z was wysłało pieniądze na pomoc dla Haiti. Realizacje projektów właśnie się rozpoczęły. Wiele osób będzie korzystać z udzielanego wsparcia psychologiczno-pedagogicznegio. Potrzebujemyteraz funduszy na druk dobrych materiałów informacyjnych, jakie otrzymałam od prowincji Meksyku dla psychoterapeutów pomagających ludziom przemieszczającym się na inne obszary. Powoli będziemy w stanie zobaczyć, co jeszcze możemy wspólnie zrobić. Pomoc, która przychodzi ze szkół jest bezpośrednio przekazywana dla szkół w Haiti.

Chcemy wam też opowiedzieć o obozach (półkoloniach) dla dzieci, jakie organizowałyśmy w ostatnich tygodniach w Verrettes i Alè. Były to dwa obozy po dwa tygodnie każdy, w których wzięło udział po 100 dziewcząt i chłopców. Było to w ramach programu, jaki od kilku miesięcy prowadziła organizacja Timoun Tet Ansanm, dla tych dzieci, a RSCJ (czyt. siostry Sacré Coeur) od początku są jego częścią.

Byli tam opiekunowie, kucharki i dwie RSCJ. Byliśmy w regionie gdzie nie ma wody, dlatego musieliśmy przywieźć ją i filtrować i chlorować, aby nadawała się do spożycia. Dziesięcioletnie dziewczynki przybyway niosąc na głowach ciężkie wiadra wypełnione wodą i inne w tym samym wieku, pomagały im je zdjąć.

Każdy dzień rozpoczynaliśmy o godz. 7.30 i kończyliśmy o 15.30. Dzieci zostały podzielone na 10 “rodzin” i miały po cztery warsztaty w ciągu dnia. Było to przede wszystkim doświadczenie radości. Oprócz różnych zajęć była modlitwa na początek i koniec dnia i jedzenie w obfitości. Tematem każdego dnia była jakaś wartość lub postawa: wolność, prawda, miłość, współczucie, radość, sprawiedliwość … i warsztat w kościele, podczas którego każdy zapoznawał się z przypowieścią o synu marnotrawnym i starał się upodabniać do wspaniałomyślnego ojca. Były też gry, zabawy, dni świętowania, spotkania z rodzicami i uroczystość wręczenia dyplomów tym, którzy ukończyli 12 lat i przeszli całą dynamikę programu. Wszystko było planowane i przygotowywane od kilku miesięcy.

Miałyśmy też czas formacji dla pięciu dziewcząt, które pomagały nam podczas półkolonii i które są w procesie rozeznawania swojego powołania. Miały one też bardzo owocne niedzielne skupieni.

Zakończyłyśmy to przedsięwzięcia bardzo zmęczone, ale szczęśliwe. W kraju, w którym ludzie cierpią z powodu braku dobrych pasterzy, szukających wspólnego dobra, dużym pocieszeniem było zobaczyć, że dzieci w Timoun Tet Ansanm mają pasterzy, którzy wiedzą jak o nie dbać i prowadzić je zielone pastwiska (Ez. 34).

 Dziękujemy wszystkim za pomoc i solidarność.

 Matilda Moreno rscj, Josefa Corrada i Esperanza Calabuig, rscj,
Prowincja Puerto Rico-Haiti

Tłumaczenie z języka angielskiego Renata Ryszkowska rscj
tekst źródlowy 1
tekst żródłowy 2