Od kiedy tylko Pan prowadził Filipinę do jej pragnienia, by służyć rdzennym Ameykanom, planowała i przygotowywała się na misję wśród Indian. Po przybyciu do Ameryki w 1818, w końcu w 1841 jej cel pojawił się na horyzoncie.

"Jej modlitwą było ciche patrzenie i słuchanie" [1]

Od kiedy tylko Pan prowadził Filipinę do jej pragnienia, by służyć rdzennym Ameykanom, planowała i przygotowywała się na misję wśród Indian. Po przybyciu do Ameryki w 1818, w końcu w 1841 jej cel pojawił się na horyzoncie. Nie Filipina lecz Lucille Mathevon RSCJ, została wyznaczona przełożoną grupy idącej na misję wśród Indian. Filipiny nie było pośród nich. Matka Mathevon napisała do Magdaleny Zofii Barat w kwietniu, opisując stan zdrowia Matki Duchesne. „Ledwo jest w niej choćby tchnienie życia”. A potem 10 maja napisała: „Matka Duchesne staje się niepokojąco słaba. Obawiam się, że nie zaszłaby daleko”. Nawet sama Filipina przyznała 18 maja Zofii: „Moje pisanie i poprawianie pokazują Ci słabość zarówno mojej głowy jak i ręki... czekam na wolę Bożą”. Wszędzie dookoła niej trwały przygotowania do misji i „wydawało się nie być już żadnej ludzkiej nadziei na jej wyjazd do Sugar Creek" [2]. Co musiało się dziać w sercu i umyśle Filipiny kiedy była zmuszona zaakceptować fakt, że nie wyjeżdżała na misję?

Ale Bóg ma swoje sposoby. Ojciec Piotr J. Verhaegen S.J przybył do klasztoru niespodziewanie któregoś poranka. Postanowił udać się na wizytę do Sugar Creek w lipcu i pomyślał, że najlepiej będzie jeśli zakonnice podróżować będą pod jego eskortą. Razem z nim w salonie była Matka Gray, Mathevon i Duchesne, gdyż Ojciec Verhaegen zawsze pytał o Matkę Duchesne. Dyskutowali o szczegółach wyprawy i przygotowaniach trzech zakonnic. Ojciec Verhaegen spodziewał się czterech. Odwrócił się w stronę Matki Duchesne i powiedział: „Ale ona musi jechać z nami”. Była osobą, którą on chciał widzieć najbardziej ze wszystkich w Sugar Creek. „Nawet jeśli ma sprawną tylko jedną nogę, pojedzie. Nawet jeśli będziemy musieli ją nieść całą drogę na naszych barkach, pojedzie z nami. Może nie będzie w stanie wykonywać wiele pracy, ale zapewni nam sukces naszej misji dzięki swojej modlitwie za nas. Sama jej obecność sprowadzi na nas każdy rodzaj niebiańskich łask na naszą pracę”

Tak więc mały zespół – łącznie z Filipiną – 29 lipca 1841 roku wszedł na pokład barki na rzece Missouri. Patrząc na zakonnice i wyczuwając ich potrzeby, pasażerowie zebrali wśród siebie ok $50 i zaopatrzenie warte ok $40, które przekazali zakonnicom.

I jakie były jej myśli kiedy już dotarł na Misję? Napisała z wioski Potowatomi: „dotarliśmy do kraju naszych pragnień... Żadnych trudności prócz tego gdy ludzie zbytnie troszczą się o jutro”. Nie mogąc ofiarować tego co uważała, że powinna, stanęła przed faktem, że zawiodła najdroższą nadzieję swojego życia. Nie była w stanie aktywnie pracować.

-- Dacia Van Antwerp, Associate
tłumaczenie z j. angielskiego: Ewa Bartosiewicz

[1] Louise Callan rscj, Philippine Duchesne, Newman Press, 1965, p.487.

[2] Ibid, p.426.