„Dokonywać wyboru pomiędzy pragnieniami”, „Obudzić w sobie pragnienie Boga”, „Dzielić się tym, co mamy” – to tylko wybrane z tematów poruszonych w „Liście z Chin”, nad którym pochylali się młodzi ludzie podczas Europejskiego Spotkania Młodych Taize w Poznaniu 

Lidka Gołębiewicz nscj
 

„Dokonywać wyboru pomiędzy pragnieniami”, „Obudzić w sobie pragnienie Boga”, „Dzielić się tym, co mamy” – to tylko wybrane z tematów poruszonych w „Liście z Chin”, nad którym pochylali się młodzi ludzie podczas Europejskiego Spotkania Młodych Taize w Poznaniu  w dniach 29 grudnia 2009 – 2 stycznia 2010. Tegoroczne spotkanie zgromadziło około 30 tysięcy młodych z całej Europy.

Ja uczestniczyłam w takim spotkaniu po raz pierwszy. Jechałam do Poznania z mieszanymi uczuciami, bo spotkałam się z różnymi opiniami na temat Taize. Teraz mogę powiedzieć, że nie żałuję, że pojechałam.

 Rano odbywały się modlitwy w parafiach i spotkania dotyczące naszego obrazu Boga i świata, a po południu i wieczorem zbieraliśmy się na wspólnej modlitwie na halach Międzynarodowych Targów Poznańskich. Po południu każdy mógł, jeżeli chciał, wziąć udział w spotkaniach tematycznych lub pozwiedzać Poznań. W noc sylwestrową w parafiach wszyscy młodzi modlili się o pokój, a potem było „święto narodów”, czyli powitanie Nowego Roku z uwzględnieniem naszych zabaw narodowych.

W parafii, w której pomagałam była grupa około 80 osób, głównie z Litwy, Francji, Polski i Włoch. Wolontariuszy było mało, ale to, co było ważne, to, że każdy kto pomagał w organizacji, w przygotowaniu modlitw, Sylwestra, dawał całego siebie: swój czas, siły, uśmiech, swoje talenty i to sprawiło, że w ciągu tych kilku dni spędzonych razem stworzyliśmy wspólnotę. Nawet, jeżeli się pojawiały jakieś momenty napięcia, coś nie wyszło, coś zostało na ostatnią chwilę, to i tak intencja, która nam towarzyszyła, to szukać dobra drugiego człowieka.

I dla mnie znakiem, który pozostanie w pamięci po tym spotkaniu jest właśnie wspólnota ludzi, którzy się razem modlą, rozmawiają, razem się bawią. W ostatnim dniu wcale nie tak łatwo było się pożegnać. I choć może niektóre osoby widziałam pierwszy i ostatni raz w życiu, to czuję wdzięczność za ten czas, za głębię dzielenia się wiarą i radość, jaką daje świadomość, że w szukaniu większego pragnienia Boga nie jestem sama. Każda z osób, które tam spotkałam była dla mnie darem. Cieplej robiło mi się na sercu, kiedy szłam ulicą, a ktoś obcy uśmiechał się do mnie zupełnie darmowo i z radością dzielenia się tym, co miał w sercu.