Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.

Podróż do Ameryki Południowej była moim marzeniem od lat. Język, który uwielbiam, kultura, która wydaje się tak kolorowa i radosna, magiczna i imponująca przyroda, wszystko to wzywało mnie by odwiedzić ten zupełnie inny świat. Dla Bartka, mojego męża, ta przygoda wydawała się trochę trudniejsza do zrealizowania, jako że nie znał jeszcze hiszpańskiego. Kiedy jednak siostry Sacré Coeur zaproponowały nam wyjazd na wolontariat medyczny do Peru, nie musieliśmy się długo zastanawiać. Jesteśmy lekarzami z Polski, naszą pasją są podróże, poznawanie innych kultur, chodzenie po górach i obcowanie z naturą. Początkowo wizja wyjazdu do Layo, wioski położonej na 4000 m.n.p.m w paśmie Kordyliery Środkowej Andów wydawała nam się bardzo abstrakcyjna i odległa, jednak szybko proste, poczciwe życie, które wiodą jej mieszkańcy stało się bliskie naszemu sercu.

Przyjechaliśmy do Peru pod koniec września i wyjechaliśmy po Świętach Bożego Narodzenia. Od pierwszych chwil największe wrażenie zrobili na nas ludzie, którzy przyjęli nas z otwartymi ramionami i sercami. Są oni bardzo przyjaźni, pracowici, uśmiechnięci i wdzięczni. Często chcą podzielić się tym co mają, nawet jeśli nie mają wiele. Podziwialiśmy ich siłę i wytrwałość, która pozwala im uprawiać strome, górskie grunty, na wysokości utrudniającej oddychanie (na 4000 m.n.p.m. stężenie tlenu jest dwa razy mniejsze niż na poziomie morza), zwykle bez żadnych maszyn. Trudne warunki nie przeszkadzają im też tańczyć i bawić się podczas licznych fiest ulicznych, gdzie w kolorowych strojach prezentują regionalne tańce, takie jak "diablada", przedstawiająca walkę dobra i zła, anioła i diabłów.

 

Naszym głównym zadaniem w czasie wolontariatu była praca w centrum zdrowia jako lekarze rodzinni. Początkowo stanowiło to dla nas nie lada wyzwanie, jako że napotkaliśmy wiele trudności. Problematyczna była ilość dokumentów, które musieliśmy wypełniać przy każdym pacjencie (łącznie z jego odciskami palców w dwóch kopiach), brak możliwości diagnostycznych i wielu leków oraz bariera językowa, szczególnie że wiele osób mówiło jedynie w Quechua, języku rdzennych mieszkańców tego regionu. Jednak z czasem i z pomocą naszych współpracowników udało nam się wejść w realia systemu opieki zdrowotnej w Peru. Ważnym doświadczeniem w tym czasie były dla nas wizyty domowe w pobliskich wioskach, które odbywaliśmy z Daysi, pielęgniarką o wielkim sercu. Jest to osoba bardzo zaangażowana w swoją pracę, dbająca o pacjentów, będąca z nimi w bliskich relacjach. Dzięki niej mogliśmy poznać tamtejszych ludzi wraz z ich historiami i problemami, z którymi zmagają się na co dzień, między innymi samotnością, biedą, odrzuceniem społecznym, przemocą domową i nieuleczalnymi chorobami.

Poza pracą w centrum zdrowia pomagaliśmy w aktywnościach organizowanych przez parafię dla miejscowych dzieci. W każdy wtorek odbywała się "Ludoteka", podczas której zapraszaliśmy podopiecznych w wieku 2-11 lat na teren parafii, gdzie mogły się razem bawić. Bartek grał ze starszakami w piłkę nożną, a ja grałam w siatkówkę z dziewczynkami lub pomagałam młodszym dzieciom. Mieliśmy dużo zabawek, gier, puzzli, piłek i bramki dzięki szczodrości ludzi, którzy podarowali je siostrom. Piątki natomiast były "dniem bajek", a najmłodsi bardzo ekscytowali się swoim małym kinem.

 

Podczas wolontariatu w Layo największym wsparciem dla nas były siostry Sacré Coeur: Linda i Pamela, które nie tylko przyjęły nas do swojego domu, ale także do swojego życia, sprawiając że poczuliśmy się częścią wspólnoty. Wkrótce przyjechała też wolontariuszka Neyra, osoba bardzo wrażliwa, opiekuńcza, empatyczna i pozytywna. Razem mogliśmy dzielić się naszymi doświadczeniami, problemami, radościami i modlitwami. Dodatkowo w weekendy spotykaliśmy sie z ojcem Mauricio, chilijskim księdzem odbywającym misję w Peru. W niedzielę odprawiał mszę, po której jedliśmy wspólny obiad, a w soboty oglądaliśmy filmy lub graliśmy w grę karcianą "Dobble". Wspólne spotkania pełne były zawsze śmiechów i radości. Wszystkie te chwile pomogły nam poczuć się jak w nowej rodzinie, a relacje jakie zawiązaliśmy są najcenniejszym skarbem, który zabierzemy ze sobą z Peru.

 

Mieliśmy szczęście odwiedzić wiele pięknych miejsc, z których słynie kraj Inków. Mimo że prześliczne krajobrazy zaczynają się już w samym Layo, położonym nad krystalicznie czystym jeziorem, otoczonym potężnymi górami, to stanowią one jedynie część tak zróżnicowanego piękna Peru. Zobaczyliśmy kanion Colca, jeden z najgłębszych na świecie, gdzie żyją ogromne kondory, jezioro Titicacaca z pływającymi wyspami zbudowanymi z trzciny, region lasów deszczowych z bujną, dziką roślinnością, magiczne Machu Picchu oraz Świętą Dolinę Inków.

Doświadczenie, które mieliśmy okazję przeżyć, było dla nas piękne i ważne z wielu powodów. Jednak to, co najbardziej pomogło nam wzrastać, to przyjaźnie, które nawiązaliśmy i możliwość dzielenia się wiarą ze wspólnotą. Nauczyły nas doceniać obecność Boga w każdym dniu, zawierzać Mu naszą przyszłość, być wdzięcznym za to, co mamy i nie żyć w pośpiechu. Nauczyliśmy się szanować, że każdy z nas odnajduje Boga na swój własny sposób, adekwatnie do swojej osobowości, charakteru, kultury i wrażliwości.
Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy przeżyć tak wielką przygodę.


Małgorzata i Bartosz Szawieła

 


© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA