Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.

 

Pod koniec życia Magdalena Zofia Barat podjęła i spisała refleksję nad długim czasem odpowiedzialności, jaką niosła za Zgromadzenie Najświętszego Serca Jezusa, od momentu jego fundacji w 1800 r.

„Zrobiła bilans i spojrzała wstecz na swoje administrowanie i ogrom odpowiedzialności, jaką niosła przez tak długi czas. Nie wypowiedziała się na temat nadzwyczajnej osobistej drogi duchowej, którą w swoim życiu przeszła, ani nie mówiła nic o swoim osobistym osiągnięciu, jakim było kierowanie przez tyle lat Zgromadzeniem (…). Nie odniosła się do liczby 3359 kobiet należących do Zgromadzenia ani do 89 domów w Europie, Afryce Północnej, Ameryce Północnej i Południowej. Nie wspomniała też o tysiącach uczennic wychowanych w szkołach Zgromadzenia. Na przestrzeni lat, a szczególnie po 1850 roku, Zofia często mówiła o kobietach, które stworzyły Zgromadzenie, nie skupiała się na sobie (…).

Spoglądała wstecz na swoje życie nie jako przełożona generalna, ale jako Zofia Barat, zwykły człowiek. Z tej perspektywy czuła ciężar tego, co dźwigała i przypominała sobie pomyłki oraz błędne osądy na różnych etapach swojego życia (…).

Miała porywczą, dynamiczną naturę (…). To ta natura, ten dynamizm przeprowadziły Zgromadzenie przez tak wiele krytycznych etapów i ostatecznie nie pozwoliła mu się rozsypać. Zachowała wiarę i przeprowadziła swoje dzieło do końca. Ona, która ceniła pracowitość i poświęcenie u innych, sama była kimś najbardziej pracowitym i angażującym się z największym poświęceniem (…).

Przypomniała tym, które miały przyjść po niej, że głównym celem Zgromadzenia jest uobecnianie w świecie znajomości i miłości Serca Chrystusa. To jest istotą ich życia i jeśli ten ideał przestanie być w centrum, straci ono rację bytu.

Znalazła odwagę do tego, by wyjść z cienia nieśmiałości i objąć przywództwo. Korzystała ze swej niezwykłej zdolności do budowania relacji i była inspiracją dla swoich towarzyszek. Poznała radości i trudy głębokiej przyjaźni oraz cenę zaborczości. Doświadczyła odrzucenia i bycia obiektem drwin ze strony niektórych spośród jej najbliższych towarzyszek oraz pewnych kręgów społecznych i kościelnych. Pośród tego wszystkiego znalazła wolność wewnętrzną i siłę w sobie (…).

Każdy z etapów jej wędrówki niósł z sobą radości i bóle, ponieważ miała dostatecznie wielkie serce i odwagę, by opowiadać się za życiem, nawet jeżeli czasami wydawało się jej, że kolejnego dnia nie przeżyje. Źródłem, z którego czerpała energię, była wiara w Boga i życie modlitwy, które ją umacniało (…).

Na początku maja 1865 roku, korzystając z ciepłej wiosennej pogody, Zofia spędzała niektóre poranki w ogrodzie. Czasami, gdy siedziała pod swoim ulubionym drzewem, najmłodsze dzieci przyłączały się do niej (…). Rankiem 22 maja 1865 roku wstała wcześnie i wszystko toczyło się normalnym rytmem do rozpoczęcia śniadania. Narzekała na ból głowy i postanowiła chwilę odpocząć, sądząc, ze ból przejdzie. Ale tak się nie stało. Miała udar mózgu (…).”*

Zmarła wieczorem, w czwartek Wniebowstąpienia, 25 maja 1865 r.

Dziś obchodzimy jej święto, wspominając dzień, w którym odeszła do domu Ojca. Została kanonizowana w 1925 roku. Jej sarkofag znajduje się w kościele pw. św. Franciszka Ksawerego w Paryżu, naprzeciwko budynku, w którym zmarła.

Świadectwo jej życia jest dla nas wzorem wierności, odwagi i bezgranicznego zawierzenia Miłości, której symbolem jest Otwarte Serce Chrystusa.

*Tekst zaczerpnięty z książki „Magdalena Zofia Barat. Jedno życie”, Phil Kilroy RSCJ

© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA