Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.
Rekolekcje paralotniowe za nami! Przeczytaj świadectwa dzielnych niewiast, które postanowiły w przestworzać poszukać Pana Boga :)
 
 
Owoce rekolekcji zauważyłam dopiero wtedy, gdy przyjechałam do domu. Spokojniejsza niż zwykle tym spokojem, który sprawia, że mocniej i pewniej chodzę po ziemi, pewniej mówię, pewniej żyję. Czy to tylko dlatego, że nie unoszę się już na skrzydle parolotnii kilkanaście metrów nad ziemią? Co się właściwie stało? Zrobiłam jeden mały gest. Postanowiłam nie wysilać się zbytnio. Pomyślałam o Bogu : "Teraz Ty prowadź, to Twój czas" Patrzyłam na rekolekcje, pejzaże, rozmowy, osobowości,  którymi byłam otoczona jak na prezent od Niego. Każdego dnia. To była prawdziwa uczta!
 
Sylwia
 

Przyszedł czas by zadać sobie pytanie co ze mną zrobiły nasze rekolekcje. Po co był mi dany ten czas i przede wszystkim,co wniosły w moje życie te rekolekcje, co mi dały po powrocie. Oprócz tego,że się świetnie bawiłam, szybko zrozumiałam, że to kolejne szczęśliwe chwile jakie przeżyłam były spędzone z Bogiem, w Jego obecności i bliskości, w Jego miłości i poczuciu bezpieczeństwa, które On mi daje. Nie mówiłam tego nikomu, ale już tak przywykłam do spędzania czasu z Bogiem, że jestem pewna, iż gdyby przed wyjazdem na ogłoszeniu na facebooku nie byłoby dodane słowo "rekolekcje" paralotniowe, czyli nie byłoby obok latania tego codziennego miejsca na Eucharystię, nie zatrzymałoby to ogłoszenie mojej uwagi. 

I kolejny raz przekonuję się, że w Bogu i z Bogiem wszystko można przeżyć. I takie właśnie życie będzie pełne i udane, kiedy Bóg błogosławi. Jestem pewna, że ten czas dany mi był po to, żebym mogła się ubogacić się różnością charakterów i temperamentów, postawami i zachowaniami uczestniczek wyjazdu. Nie chcę wymieniać imion, lecz czuję od kogo co wzięłam, co podziwiałam w każdej osobie i we wspólnocie, bo my byłyśmy taką 8-dniową, zgraną i zjednoczoną wspólnymi celami wspólnotą i to z miejscem na indywidualność i inność każdej z nas. Dlatego tym bardziej się cieszę. Bo gdzie jest przestrzeń na swobodne wyrażanie siebie, na odkrywanie siebie jako człowieka będącego w relacji - tam jest ROZWÓJ.

Chciałam się też podzielić tym, że historie z mojego serca, historie mojego życia, z którymi przyjechałam na te rekolekcje, opowiedziane zaczęły pracować we mnie choć nawet o tym  nie wiedziałam. I po powrocie ich ciąg dalszy jakby sam z siebie zaczął się zmieniać. To znaczy to, co robiłam zawsze w reakcji na czyjeś zachowanie,teraz tak po prostu stało się inną reakcją. Jakby to co nowe teraz było naturalne. Serce mi podpowiada teraz wyraźnie: "zrób tak" albo " powiedz tak" lub "nie przejmuj się". Żyję teraz tym nowym spojrzeniem. I nie wiem czy lepiej siebie słyszę, czy bardziej siebie rozumiem, czy bardziej kocham siebie i Boga. Co mi to przyniesie? Nie wiem.

W każdym razie na lotniach złapałam równowagę i spokój. A to na pewno od Boga.

Karolina

 

Rekolekcje paralotniowe były dla mnie wspaniałym doświadczeniem Bożej bliskości, takiego jakiego już od dłuższego czasu nie doświadczałam. Choć początkowo niechętna i trochę przestraszona warunkami, już od dnia wyjazdu czułam jak Bóg mówi do mnie rożnymi znakami.Szczególnie wymowne były dla mnie okoliczności w jakich przyszło nam spędzić ten tydzień - brak wygód i udogodnień, trudności z dostępem do wody, twarde posłanie, a wokół świeża i czysta natura w rozkwicie, i cisza. To wszystko bardzo dobrze współgrało ze Słowem, które było do nas kierowane - znalazłam się na pustyni, wyrwana z kręgu ludzi i spraw, które mnie otaczały, ale czasami też męczyły, odbierały radość życia i utrudniały dostrzeganie tego, co Ojciec mi codziennie daje. Zostałam zwabiona, żeby poczuć na nowo Jego miłość, usłyszeć Głos, który w zgiełku codzienności nie zawsze się przebija, poczuć, że moja siła pochodzi od Niego i jest to siła nieograniczona. Od pierwszego dnia poczułam, jak wlewa się we mnie spokój i radość, jak rosną mi "skrzydła" dzięki którym będę mogła wrócić do swojej codzienności i z ufnością przyjmować każdy nowy dzień. A loty na paralotni, przed którymi czułam lęk, uczyły mnie zaufania Jego opiece.

Wiele ze słów, które kierowali do nas o. Michał i s. Ewa zapadały mi w pamięć i pozwalały z nowej perspektywy spojrzeć na moje relacje czy problemy. Prostota i zwięzłość formy dawały łatwość skupienia i wyłapywanie cennych myśli. Także osoby, z którymi dzieliłam ten czas, dokładały cegiełkę do niezwykłości tego czasu. Miałam poczucie, że wracam do domu podbudowana i umocniona, pełna energii i wdzięczności. Rację miał o. Michał mówiąc, że w kobiecie, która jest blisko Boga, jest jakaś szczególna "gracja". Gdy wróciłam do pracy, kilka osób zastanawiało się co się ze mną stało przez ten tydzień, że jestem taka pełna radości i wigoru :)
 
Kasia
 
 
Myślę że rekolekcje 'Dzielne Niewiasty w Przestworzach' były dla mnie czymś więcej niż zwykłym odpoczynkiem od dość zabieganej codzienności. Piękno otoczenia okazało się być dla mnie świetną przestrzenią do szukania odpowiedzi na różne pytania, podczas głębokich rozmów z przyjaciółką, czy spacerów w ciszy wypełnionej modlitwą. Niejednokrotnie rozważania dotyczące tematyki poszczególnych dni wpisywały się w to, co właśnie przeżywałam, rzucając na dany aspekt nowe światło. Same loty na paralotni, których na początku bardzo się obawiałam, ze względu na możliwość kontuzji, okazały się niesamowicie umacniającym doświadczeniem. Po raz kolejny doświadczyłam, że warto próbować nowych rzeczy i stawiać śmiało kroki naprzód, jeśli tylko czuję, że jakieś pragnienie może przynieść dobro. Szczególnym momentem był ostatni dzień, w którym poczułam się naprawdę kiepsko fizycznie. Proste gesty dobroci ze strony innych po raz kolejny uświadomiły mi, że nic nie jest małe, jeśli się to robi z miłością a także były czymś w rodzaju plastra na niedawne zranienia, które otrzymałam ze strony osób wierzących. Z pewnością wróciłam z tego wyjazdu umocniona i był on szczególnym czasem działania Pana Boga
 
Karolina
 

Lubię kontrolować rzeczywistość, dlatego moim największym pragnieniem związanym z wyjazdem na paralotnie było odpuszczenie kontrolowania wszystkiego. W czasie latania, nie da się wszystkiego zaplanować. Cierpliwe, metodyczne rozplątywanie taśm paralotni dawało mi jakieś minimalne poczucie, że wiem, co robię, supeł znikał dopiero przy ostatniej starannie rozplątanej taśmie, dokładnie tak jest w życiu duchowym. Tylko jest to bardzo trudne i wyczerpujące, a nawet frustrujące. Trzeba odpuścić kontrolę, żeby polecieć. Tego doświadczyłam.

W samym lataniu najfajniejsze była świadomość i czucie. Wchodzenie pod górę, zapach nagrzanego stoku, pochyłości, ciężar plecaka z lotnią na plecach, widok mijanych listków poziomek, kłujących krzaków róż. Rozkładanie lotni, skupienie, widok nieba przed skokiem, wiatr na twarzy, dźwięk głosu instruktora, niesamowite uczucie poderwania lotni przez wiatr, opór mięśni pociągających stery, lot, w sumie krótki, a jednak na tyle długi, żeby zobaczyć wiele szczegółów, kontakt z emocjami – nie boję się – to bardzo przyjemne się nie bać, przechylenie – tak się skręca – lądowanie, kontakt z ziemią, nieidealne, ale dość komfortowe. Odpuszczenie stałego kontrolowania jest bardzo przyjemne. Będę ćwiczyć to dalej – świadectwo nie może być w czasie przeszłym, wtedy jest tylko ulotnym wspomnieniem.

Ula

 

A tu znajdziecie kilka słów od s. Ewy -> https://siostraewa.blog.deon.pl/2018/07/17/daj-sie-poniesc-lasce/

 

 

© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA