Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.

 

„Nikt nie jest samotną wyspą”. To słynne zdanie Thomasa Mertona wydaje się dużo mówić o tym w jaki sposób Pan Bóg przemyślał świat, stwarzając człowieka. Choć każdy z nas jest zaproszony do bardzo indywidualnej i intymnej relacji z Bogiem, zbawieni będziemy we wspólnocie i to ona pełni ogromną rolę w naszym życiu duchowym. Zostaliśmy dani sobie nawzajem, byśmy mogli wzrastać.

Jeden z dokumentów mojego Zgromadzenia mówi o tym, że „żyjemy w świecie, w którym z jednej strony istnieje pragnienie znaczących relacji, z drugiej zaś brak zaufania i czasu na to, by je budować”. Każdy z nas nosi w sobie głębokie pragnienie wspólnoty, czy to tej małej – małżeńskiej i rodzinnej – czy tej nieco większej – parafialnej, studenckiej czy osiedlowej. Chcemy miejsca, w którym będziemy czuć się bezpieczni i przyjęci, gdzie znajdziemy ludzi, którzy będą podobnie jak my patrzeć na świat. Z drugiej strony jednak często tak bardzo boimy się odrzucenia, oceny i niezrozumienia, że nie jesteśmy gotowi wyjść do drugiego człowieka.

We wspólnocie zakonnej nie zbieramy się po to, by prowadzić jakieś dzieło czy żeby być bardziej skutecznymi w działaniu. Nie wybieramy sobie też osób, z którymi będziemy żyć, ale gromadzi nas Jezus Chrystus i wartości, które płyną z Ewangelii. Życie we wspólnocie to nie tylko sposób naszego funkcjonowania w świecie, ale też, jak określiły to dokumenty z Kapituły 2008, „fundamentalny wyraz naszej duchowości”. Oznacza to, że właśnie we wspólnocie mamy wzrastać w naszej relacji do Pana Boga. Nie dzieje się to tylko poprzez wspólną modlitwę, choć ta jest dla nas ważna i cenna, ale przede wszystkim przez zwyczajną codzienność wspólnego życia z jego radościami i trudnościami. Dotyczy to zresztą nie tylko wspólnoty zakonnej, bo w każdym wypadku nasza wiara, nadzieja i miłość nie mogą pozostać tylko w odniesieniu do Boga, ale muszą zostać wcielone w nasze relacje.

Radości ze wspólnego życia jest bardzo wiele. Muszę przyznać, że to jedno z największych zaskoczeń, które czekały na mnie po przekroczeniu progu Zgromadzenia – nie wiedziałam, że tyle można się śmiać! I to jeszcze z samymi kobietami. Po mojej pierwszej wigilii w nowicjacie brzuch bolał mnie nie z przejedzenia, ale właśnie ze śmiechu. Lubimy ze sobą być, rozmawiać i wspólnie działać, ale największą radością jest dla nas fakt, że każdą z nas Bóg osobiście zaprosił do tego, byśmy Jemu oddały całe swoje życie. "W tym decydującym momencie historii Jezus wciąż wzywa nas, byśmy były Kobietami Jego Serca, dając nam możliwość wsłuchania się raz jeszcze w marzenia Boga dla ludzkości. Pobudza nas to do tego, by każdą życiową aktywność przepełniać miłością. We wspólnocie pragniemy wspierać się wzajemnie z przekonaniem, że spełnienie tego marzenia jest możliwe." (dokument formacyjny 2012)

To nie znaczy, że omijają nas trudności. Wręcz przeciwnie, często to właśnie wspólne życie okazuje się tym, co najbardziej nas kosztuje. W zwykłej szarej codzienności nie można udawać kogoś kim się nie jest i często doświadczamy wzajemnej niechęci czy nawet krzywdy. To jednak właśnie w tych trudnych relacjach mamy okazję wzrastać w prawdziwej miłości, która nie zna granic. To tu ćwiczymy naszą cierpliwość, wyrozumiałość, wspaniałomyślność i zdolność przebaczenia. Nadszarpnięte zaufanie musimy każdego dnia odbudowywać, ufając, że to właśnie w mojej siostrze, z którą się nie dogaduję, mieszka Bóg. Co więcej, ją też wybrał i ukochał do szaleństwa!

We wspólnocie nie chodzi o to, by dążyć do jednolitości, by wszyscy myśleli i mówili to samo. Chodzi o coś znacznie piękniejszego, ale też trudniejszego w realizacji – o jedność w różnorodności. Nie jest łatwo stworzyć środowisko, które z jednej strony nie będzie komunistycznym kołchozem, gdzie każdy podporządkowany jest systemowi, ale również nie będzie zbiorem indywidualistów, gdzie każdy ciągnie w swoją stronę. Jezus pragnie od nas wspólnoty, w której każdy będzie w pełni wolny, by realizować to, do czego został wezwany, ale z drugiej strony będzie potrafił zrezygnować ze swojego egoizmu, weźmie współodpowiedzialność za tworzenie lepszego świata i przyjmie z otwartością to, co w drugiej osobie jest inne. W ten sposób możemy wzajemnie pomagać sobie w stawaniu się coraz bardziej podobnymi do Chrystusa.

© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA