Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.

W 1991 roku w Ormoc na Filipinach w wyniku powodzi spowodowanej  wylesianiem gór i destrukcją środowiska zginęło około 8.000 osób. Reakcja sióstr ze Zgromadzenia Sacré-Cœur na tę straszliwą tragedię była natychmiastowa. Tak właśnie zostałam posłana z misją wspomagania reintegracji rodzin, w większości pracujących na plantacjach trzciny cukrowej, które straciły schronienie i bliskich. Od samego początku tej misji czułam wsparcie  Filipiny Duchesne jako milczącej przewodniczki. Ta misja na pograniczu musiała być bliska jej sercu.

Prowincje Zgromadzenia  Sacré-Cœur z czterech stron świata spontanicznie przysyłały pomoc finansową, za co udało się nam nabyć i podzielić dla tych rodzin nieruchomość o powierzchni jednego hektara. Po raz pierwszy w życiu mogli oni tam wprowadzić się do domu i poczuć wreszcie u siebie. Żyli w sposób prosty i pracowicie, codziennie czerpiąc nadzieję ze słów Filipiny: « Bóg zna nasze potrzeby, wie czego pragniemy i da nam to w swoim czasie. »

Wspólnota zaczęła się stopniowo organizować, stawiając w centrum edukację dzieci, które, za przykładem Filipiny, otoczone były tutaj miłością i troską. Dzięki nowym warunkom, przez pokój i stabilność, wspólnota doświadczyła Królestwa Bożego oraz mogła wyobrazić sobie nieco jaśniejszą przyszłość własnych dzieci.

Po 26 latach spędzonych w Ormoc, siostry Sacré-Cœur przekazują administrację Fundacji SPDOWFI – (St. Philippine Duchesne Ormoc Workers Foundation Incorporated), zapewniając, żeludzie stanęli na nogi i misja Filipiny będzie kontynuowana. Wyjeżdżając, mam w sercu wyryte słowa Filipiny: «Uprawiamy dla Chrystusa tylko małe poletko, ale kochamy je, wiedząc, że Bóg nie prosi nas o wielkie rzeczy lecz o serce, które nie zatrzymuje niczego dla siebie… Ten, kto ma Jezusa, ma wszystko».

Iraida Sua-an, RSCJ, Dystrykt Filipin
Obraz: Logo Spółdzielni Producentów im. Św. Róży Filipiny, przedstawiające wspólnotę, udającą się z Filipiną na nowe pogranicza
Tłum. Maria Pociask rscj

Przyjechawszy do St. Charles w 2001 roku,  weszłam do miejscowego sklepiku z pamiątkami, kiedy podeszła do mnie sprzedawczyni. Z dumą powiedziała: „W początkach istnienia miasta żyła tutaj pewna niezwykła kobieta, która teraz jest świętą”. A kiedy zauważyła mój medalik wykrzyknęła: „O, pani na pewno wszystko o niej wie!”.

Przeprowadziwszy ze dwadzieścia razy poranne spotkania z Filipiną, a także wziąwszy w 1988 roku, wraz z personelem i uczniami, udział w jej kanonizacji, miałam  rzeczywiście  dużą wiedzę  o Filipinie Duchesne. Trzy dni, które tu spędziłam, dały mi, przez wspólnotę RSCJ, dzięki której usłyszałam opowieść o życiu Filipiny i zobaczyłam miejsca, gdzie przebywała, doświadczenie jej duchowości.

Filipina zmarła w St. Charles w 1852 roku,  a ponad 150 lat później, wszędzie widoczne były ślady jej życia: tablica informacyjna nad rzeką; tabliczka, którą widzimy powyżej, potwierdzająca, że w tym  miejscu znajdowała się pierwsza szkoła założona przez Filipinę;  drogowskazy  prowadzące do Akademii Sacré Coeur i jej sanktuarium.

O ile w innych miejscach szkoły, wspólnoty oraz nowicjat kwitły,  to co powstało w St. Charles za czasów Filipiny  trudno nazwać  „osiągnięciem”. Szkoła bezpłatna  mieszcząca się w latach 1818–1819 w drewnianej chatce  musiała zostać zamknięta, a kiedy po 10 latach ojcowie Jezuici ponownie sprowadzili tutaj RSCJ, Filipina musiała  ustąpić miejsca innym, by ją reaktywowali.

Przyjechawszy  do St. Charles  po roku pobytu pośród Indian Potawatomi i mając zbyt wiele lat, by nauczyć się  ich  języka, Filipina miała poczucie porażki i mocno nadszarpnięte zdrowie. Dziesięć ostatnich lat życia spędziła na naprawianiu odzieży, szyciu  ornatów i modlitwie. Ludzie ją znali i kochali jako prostą, pokorną kobietę, która „zawsze się modli”; i do dzisiaj mówią o niej: „niezwykła kobieta”!

Anne McCarthy, RSCJ, Prowincja Anglii-Walii
Tłum. Maria Broniec rscj
ObrazLinda Behrens

 

Róża Filipina Duchesne była beatyfikowana w 1940 roku. Cztery lata później,  w wieku trzynastu lat, zostałam przyjęta jako internistka do Akademii Sacré Cœur w St. Charles,  Missouri. Szkoła ta  została otwarta przez Filipinę w 1818 roku. Należałam do grupy uczennic, które każdej nocy zamykały sanktuarium, w którym  była pochowana Filipina. Czasami  otulone czarnym szalem zakonnym wychodziłyśmy, by życzyć „Matce Filipinie” dobrej nocy. Pamiętam, że   uczyłam się modlić klęcząc u stóp  marmurowego grobu, przy migocącym świetle  bursztynowo zielonych świec, będących jego dekoracją. Matka Duchesne była prawdziwą matką dla mnie:  delikatna, serdeczna, zainteresowana wszystkim, co robiłam każdego dnia i gotowa  pomóc. Te nocne rozmowy  doprowadziły do prawdziwej przyjaźni z Filipiną, która trwa do dzisiaj.

Po mojej wieczystej profesji, zostałam posłana bezpośrednio z Rzymu do Chile, a  Filipina Duchesne towarzyszyła mi w specjalny  sposób. Jej odwaga i siła moralna pozwoliły mi przeżyć pierwszy rok, kiedy to miałam trudności z  prowadzeniem 157 gimnazjalistek bez znajomości ich języka. Filipinie udało się otwierać  szkoły bez znajomości języka, więc zwróciłam się do niej, by  znaleźć  niezbędną siłę i zachować moje poczucie humoru. Potem trzęsienie ziemi zniszczyło nasz klasztor i naszą szkołę. Żyłyśmy bez bieżącej wody i elektryczności,  ale pamięć o tym,  co przeżyła Filipina, pozwoliła nam trwać i być szczęśliwymi. Filipina doświadczała wielu trudności, ale zawsze okazywała spokój. Nasza przyjaźń  się umocniła, gdy  pomogła mi znajdować więcej czasu na modlitwę.  Moje dwadzieścia lat życia misyjnego w Chile są w dużej mierze zasługą  przykładu naszej Świętej.

Helen Rosenthal, RSCJ, Prowincja Stany Zjednoczone-Kanada
Tłum. Maria Broniec
Obraz: Academy of the Sacred Heart, St. Charles, MO

Przemawiająca do młodych. Kilka lat temu dwóch chłopców w wieku około dwunastu lat przyszło do naszego domu, by prosić o pomoc, by móc zrealizować szkolny projekt na temat życia zakonnego. Przedstawiłyśmy im kilka zdarzeń dotyczących naszego Zgromadzenia, podarowałyśmy im książki i obrazki. Jakiś czas później zostałyśmy zaproszone, by uczestniczyć w przygotowanej przez nich wystawie. Wchodząc do holu szkoły, zobaczyłyśmy duży afisz, wysoki  na około dwa metry, który przedstawiał Filipinę na pokładzie Rebeki. Entuzjazm z jakim ci młodzi chłopcy zaprezentowali temat dowodził do jakiego stopnia Filipina była typem zakonnicy, którą oni mogli zrozumieć i podziwiać. Jej odwaga, poświęcenie i wspaniałomyślność stymulowały ich wyobraźnię. Tego dnia dzieci nauczyły mnie docenić w nowy sposób dar Filipiny Duchesne dla Zgromadzenia.

Sprawiedliwość społeczna. W 1988 roku miałam ten przywilej, by uczestniczyć w pielgrzymce organizowanej przez nasze francuskie siostry. Zwiedziłyśmy duży dom w Grenoble, gdzie żyły rodziny Duchesne i Perier, klasztor Najświętszej Maryi Panny na Górze tak bardzo drogi dla Filipiny i Grande Chartreuse (klasztor Kartuzów) usytuowany w majestatycznych Alpach. Ale miejscem, które zrobiło na mnie największe wrażenie był zamek Vizille. W 1988 roku liczne transparenty w Vizille wskazywały na to miejsce jako «Kolebkę Rewolucji!». Tu można było zobaczyć Deklarację Praw Człowieka powstałą w tym miejscu w 1788 roku, dokument, który wywołał Rewolucję Francuską, będący po części dziełem Klaudiusza Perier, wuja Filipiny. Co Filipina zapamiętała z politycznych dyskusji, które się wokół niego toczyły? Jak wpłynęło to na jej priorytetowe nastawienie na pomoc ubogim i uciskanym? Według mnie, Vizille otworzyło nową przestrzeń w umyśle i sercu Filipiny.

Pionierka. Trzecim pamiętnym dla mnie wydarzeniem była wizyta w przejmująco zimny marcowy dzień w Florissant. Drżąc z zimna słuchałam w olbrzymiej sypialni opowieści towarzyszącej mi osoby o internacie z czasów Filipiny. Zapewniała ona, że wówczas musiało być jeszcze zimniej. Słuchając jej, wyobrażałam sobie Filipinę krzątającą się w środku nocy, by zabezpieczyć i ogrzać uczennice, a potem kruszyć lód powstały z zamarzniętej w naczyniach wody. Przebywając w tym jakże niedogodnym pomieszczeniu byłam do głębi przejęta prawdziwym bohaterstwem tej mężnej kobiety.

 

Moira Donnelly, RSCJ, Prowincja Irlandia/Szkocja
Tłum. Maria Broniec rscj
Obraz: Margaret Mary Nealis, RSCJ

Od dzieciństwa byliśmy wychowywani w szkole Sacré Cœur i nauczyliśmy się  rozpoznawać imię  Róży Filipiny Duchesne jako pierwszej misjonarki Zgromadzenia. Nawet bez znajomości szczegółów wiedzieliśmy, o kim rozmawiamy.

Dzisiaj, będąc już  zakonnicą, mam zwracanie się do tej niezwykłej kobiety wyryte w moim sercu.  Odważna, kiedy dawano jej odczuć, że nic nie znaczy, uprzejma wobec sióstr we wspólnocie, ta, która się spieszyła by służyć innym,  pozostając  niezauważoną, która z czułością witała młodsze uczennice w szkole, starała się zaradzić trudnościom,  dać  się  zrozumieć  innym w języku, którego  nigdy nie opanowała.

Niektórzy się zastanawiają,  jak udało jej się zintegrować z innymi bez daru języka obcego, ale Potawatomi dali nam klucz:  ona  jest przede wszystkim kobietą, która się nieustannie  modli. To wielki dar, który ofiarowała nie tylko naszemu  Zgromadzeniu, ale również Kościołowi i współczesnemu  światu. Dać tak znaczące świadectwo bycia kobietą, w której ludzie odczuwają i odkrywają obecność Boga.

Prawdziwie skutecznym świadectwem jest życie, w którym pulsuje wielkość pokory Boga.  Tę głęboką i skuteczną lekcję całkowitego daru z siebie jaki złożył Jezus, który stał się jednym z nas: ograniczony, ale nie nieszczęśliwy, słaby, ale nie bezużyteczny,  bliski, ale obejmujący cały potencjał  Boga Trójjedynego, zrozumiała Filipina; czujemy i kochamy ją także my i cała rodzinaSacré Cœur.

 

Filipina: kobieta, która zawsze się modli

Pozwól nam cicho zbliżyć się do ciebie
Zatopionej w modlitwie za spragniony świat
I nauczyć się jak ty
Mądrej służby wodzie wypływającej z Odwiecznego.
Obyśmy zawsze byli czujni
Bacząc, by z Boga tryskał zdrój,
Co daje życie wszystkim,
Którzy w mętnej wodzie szukając rozwiązań
Nie dostrzegają w życiu swym
Hojnej bezinteresowności Boga.
Pomóż nam modlić się  jak ty   
Cenę milczenia poznać
I przyjąć z radością dar modlitwy,
Przez którą udzielający się Bóg 
Pośród swego ludu mieszka.

 

Estela Henao, RSCJ, Prowincja Kolumbii
Tłum. Maria Broniec
Obraz: Milton Frenzel      

Filipina Duchesne ofiaruje nam serce „kobiety granic”. Była ona kobietą głębokiej modlitwy, jak się ją opisuje, i kobietą, przemawiającą sercem w środowisku Saint Charles i Florissant jej czasów. Niezrażoną językiem, kulturą, klimatem, odległościami i wszelkiego rodzaju niepewnością. Kobietą, która, podobnie jak pokorne ziarno w ziemi, zebrała bogate żniwo w powolnym procesie umierania i dawania życia.

Poprzez stulecia, podobnie jak Filipina, wielu młodych ludzi, kobiet i mężczyzn, odczuwając „powołanie misyjne”, wyjechało do odległych krajów i wniosło niepomierny wkład w środowiska, w których się znaleźli. Dzisiaj, jednakże, w wielu krajach misjonarze nie są zbyt mile widziani. Ich praca jest często postrzegana jako kontrowersyjna i ich obecność uważana za zagrożenie dla pewnych odwiecznych tradycji i kultur. Ponadto, Internet jest dzisiaj potężnym środkiem komunikacji. Gdzie więc istnieją te granice? Co dzisiaj mogłoby znaczyć „kobieta granic”?

Być może, Filipina, nasza „kobieta granic”, ma dla nas jedno lub dwa pytania: Czy nie potrzebujemy wzmocnić naszych wewnętrznych więzi – duchowych i materialnych? Jednocześnie, czy nie powinnyśmy zwrócić się na zewnątrz, do nowych życiodajnych źródeł, by tam na nowo odkryć swoje miejsce i duchowość? Gdzie, na przykład, widzimy siebie w odniesieniu do młodych, których Duch Święty pociąga  do wyrażanych na inny sposób duchowych zobowiązań izaangażowań w służbie na rzecz ludzkości?

Święta Filipina wzywa nas dzisiaj do dania odpowiedzi na wezwania Ducha Świętego. W tym tkwi nasza nadzieja. Jak najlepiej możemy odpowiedzieć na rzeczywistość pośród niepewności, anawet, po ludzku mówiąc, wobec ryzyka  ewentualnej porażki? Filipina zachęca nas do odwagi, nieprzerwanej modlitwy i kontemplacji, by odrzucić wszystko, co nam przeszkadza i pozwolić Duchowi Świętemu z mocą działać w naszym życiu.

Mary Varghese, RSCJ, Prowincja Indii
Obraz:  Mary Verghese
Tłum. Barbara Pawletta rscj

Zgromadzenie jest jak jedno ciało poruszane od środka przez Miłość. W tym ciele, 
w różnorakich formach powiązań toczy się życie, dając każdej z jego części energię 
i elastyczność. Co dotyka jedną z części, dotyka całe ciało.

Kapituła Generalna Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa 2016, str. 13

Dla Zofii było ogromnym poświęceniem pozwolić Filipinie i jej towarzyszkom na wyprawę do Nowego Świata. Rozumiała ona jednak jak ważna była ta odpowiedź na wezwania Kościoła i świata. Zofia rozumiała także i to, że Filipina wraz z towarzyszkami pozostaną częścią jednego ciała, czyli Zgromadzenia. To COR UNUM stało się silniejsze  poprzez ich misję w innej części świata i poprzez wymianę korespondencji między Francją a Nowym Światem. Pomimo tego, iż Filipina często musiała czekać miesiącami na wiadomości z Francji, jej lojalność wobec Zofii i Zgromadzenia pozwoliła pielęgnować jej poczucie przynależności do jednego ciała za wszelką cenę; nawet jeśli decyzje, które docierały, były sprzeczne z jej pragnieniami.  Pokora Filipiny i pragnienie podążania za natchnieniem  Ducha Świętego pomagały jej na rezygnację ze swego zdania i poddanie się opinii innych; jednakże, gdy chodziło o zachowanie jedności Zgromadzenia, była nieugięta.

Filipina musi być bardzo zadowolona z wezwania Kapituły do jedności, zwłaszcza gdy widzi nasze wysiłki, aby odpowiedzieć na nie w konkretnych okolicznościach naszego życia. Prośmy ją, aby wstawiała się za nami, byśmy mogły wzrastać jako jedno ciało, zarówno w naszych wzajemnych relacjach, jak i w relacji z Bogiem, który wzywa nas, abyśmy były jednym sercem i jedną duszą w Sercu Jezusa.

Nancy Koke, RSCJ, Prowincja Uganda-Kenia
Rzeźba: Timothy Schmalz
Tłum. Janina Nejczyk RSCJ

 Moja pierwsza wspólnota miała nazwę „Duchesne” i w dzień Święta Filipiny rozpoczęłam swój nowicjat na Filipinach. Od tego czasu Filipina ma swoje szczególne miejsce w moim sercu i głęboko inspiruje mnie jej życie modlitwy oraz gorliwość w misji. Z historii jej życia dowiedziałam się, że jej pierwszym pragnieniem misyjnym był wyjazd do mojego kraju. Jednak Bóg miał inne plany wobec niej. Wszystko to spowodowało, że czułam się blisko związana z Filipiną i często zwracałam się do niej o pomoc.

Cztery lata temu, po moich ślubach wieczystych, zostałam posłana do mojego kraju na misje. Byłam podekscytowana, ale także pełna niepokoju i niepewności. Obawiałam się samotności, bycia bez wspólnoty. Poza tym, moja obecność nie była już tylko obecnością prywatnej osoby, ale członka Zgromadzenia. To ciążyło mi bardzo na sercu.

W samolocie czytałam małą książeczkę Janet Erskine Stuart RSCJ. Każde słowo mocno do mnie przemawiało. Czułam coraz mocniejszą więź ze Zgromadzeniem, a zwłaszcza z Zofią i Filipiną. Rozmawiałam z nimi o wielu sprawach, zwłaszcza o życiu modlitwy i o „porażkach”, których przecieżtak wiele doświadczyła Filipina. To dało mi wiele siły i odwagi na moją drogę.

Przed opuszczeniem samolotu zorientowałam się, że jesteśmy we wspólnocie w trójkę – Zofia i Filipina są ze mną. Razem mogłyśmy rozpocząć nową misję. Ta misja jest teraz nazwana „Projektem Duchesne”. Jakże szczęśliwa jestem będąc członkiem takiej wspólnoty!

 

Stella S., RSCJ, Prowincja Korea-Chiny
Obraz: Andriej Rublow
Tłum. Janina Nejczyk RSCJ

Życie Filipiny charakteryzowało się wieloma przymiotami. To, co mnie szczególnie pociąga, to jej milczenie, które fascynowało wielu w jej czasach i nadal porywa nasze serca. Cisza, milczenie było  centrum życia Filipiny i ono uzdalniało ją do koncentrowania swojego życia na ścieżkach Pana i do radykalnego działania. Życie wewnętrzne uzdalniało ją do podejmowania ryzyka przekraczania nowych granic w odpowiedzi na wezwania jej czasów. Przeżywała swoje życie tak jak Maryja, Matka Jezusa. Milczenie Filipiny jest lekcją, którą chcemy przyswoić, aby kierować się nią w naszym życiu. Chcemy zachowywać wewnętrzną ciszę i dzielić się nią z innymi, nie używając wielu słów. Niezwykły sposób przeżywania głębokiej kontemplacji w codzienności uzdalniał Filipinę do wzrastania w zjednoczeniu z Jezusem.

Modlę się, aby Filipina wstawiała się za nami, byśmy i my mogły wzrastać w naszym życiu wewnętrznym w naszej misji, gdziekolwiek nas Pan Bóg posyła.  Nawet jeśli zwyczajny język komunikacji zawiedzie, Kochana Filipino, niech Twój przykład i Boża łaska sprawią, byśmy doceniały wartość milczenia, ciszy.  Obyśmy kroczyły niestrudzenie  po nieuczęszczanych ścieżkach, by bez słów odkryć język, który porwie nasze serca dla spraw Boga. Módl się za nami, Filipino, abyśmy pozostały zakotwiczone w źródle naszego życia, w naszym Panu, który przygotowywał ciebie do misji w Nowym Świecie. Pan złożył wszystko, co było ci potrzebne, w głębinach twojego serca. Wypraszaj nam te same łaski, aby pomogły nam cierpliwie, w ciszy i zaufaniu oczekiwać na to, aż Bóg przygotuje nasze serca na przekroczenie nowych granic, na podjęcie tych nowych wezwań, jakie obecnie, w XXI wieku, do nas kieruje.

 

Ursula N. Bugembe, RSCJ, Region Czad
Obraz: Emil Frei
Tłum. Janina Nejczyk RSCJ

Uważam, że Filipina jest szczególnie pociągającym wzorem dla nas ludzi XXI wieku ze względu na jej serce, którym ogarniała cały świat.

To otwarte na świat serce przenosi centrum zainteresowania i współczucia z „siebie” na „nas”, na „wszystkich nas”! Ten proces obrazują coraz bardziej poszerzające się kręgi świadomości i współczucia. Krąg "mojego sąsiada" to stale rosnąca liczba osób, z którymi jestem w stanie prawdziwie współodczuwać. Serce ogarniające świat jest jak rozległy, gościnny namiot i ma otwarte granice!

Filipina Duchesne wciąż poszerzała  granice swojego serca. Jako dziecko pragnęła wspierać biednych 
w Grenoble; jako nastolatka, a później  młoda zakonnica, marzyła o pracy z tubylcami za oceanem; jako starsza kobieta chciała podróżować do Gór Skalistych, a nawet poza nie – nawet do Chin. Filipina odważnie przekraczała granice – nie tylko te geograficzne czy polityczne; ona przekraczała granice klas społecznych, języka, kultury, obyczajów. Krąg współczucia Filipiny był tak szeroki jak świat. 
Jej głębokim pragnieniem było niesienie Miłości Boga, którą poznała tak intymnie, tym wszystkim na świecie, którzy jej zdaniem byli najbardziej z tego świata wyłączani. Filipina miała Serce Ogarniające Cały Świat.

A co z nami? Jak szerokie są przestrzenie naszej gościnności? Jak szeroki jest krąg naszego współczucia? Na ile otwarte są granice naszych serc? Z czyjego powodu nasze serca bywają zranione? Jeśli odpowiedź jest zbyt wąska, ciasna, warto przypominać sobie,  w jaki sposób serce Filipiny poszerzało swoje granice. Jak? Ona otwierała swoje serce. Spędzała mnóstwo czasu, pozwalając Bożej Miłości, poprzez Chrystusa, napełniać ją, kształtować i ostatecznie - przemieniać ją. Serce Filipiny coraz bardziej objawiało Serce Chrystusa. I jako Serce Chrystusa, jej serce obejmowało cały świat.

Maureen Glavin, RSCJ, Stany Zjednoczone-Kanada
Tłum.  Janina Nejczyk RSCJ

© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA